alek-ewa2
  Nowa Kaledonia - Isle of Pines
 


Nowa Kaledonia



Ostatnim punktem programu naszej morskiej wycieczki byla znana nam juz Isle of Pines czyli w doslownym tlumaczeniu Wyspa Sosen


    Isle of Pines

Na wyspie tej bylismy juz wielokrotnie, ale poniewaz jest ona jedna z najpiekniejszych wysp jakie znamy, wiec jest takze miejscem, do ktorego zawsze chetnie sie wraca



W oczekiwaniu na kolejna tam wizyte, juz o poranku znalezlismy sie na gornym pokladzie staku



Skad rozlegal sie piekny widok na wyspe i jej okolice



Ktore uslane byly mniejszymi koralowymi skrawkami ladu wynurzajacymi sie z oceanu



A widoczne z daleka biale wstazki plaz odbijaly sie wyraznie od blekitu morza i zieleni drzew pokrywajacych wyspe



Byly to glownie araukarie siegajace strzeliscie w gore, ktore mylnie czesto zwane sa sosnami, od ktorych wyspa wziela swoja nazwe



Po zejsciu na brzeg ruszylismy znana juz nam droga wzdluz brzegow zatoki, zatrzymujac sie niezmiennie przy jednej z palm tam rosnacych



Skad rozciagal sie daleki widok na piekna, otwarta plaze ciagnaca sie w nieskonczonosc



My jednak skierowalismy sie najpierw w kierunku gestego lasu porosnietego bardzo groznie wygladajacymi drzewami



I przedzierajac sie przez niego na druga strone cypla



Jak wiekszosc plazowiczow dotarlismy do tej mniejszej i bardziej schowanej plazy



Gdzie znajdowala sie mala wyspa z rafa koralowa, wiec oprocz plywania mozna bylo rowniez troche posnorklowac



A i woda byla duzo cieplejsza niz na otwartym morzu, czyli duzo przyjemniejsza dla zmarzluchow



Do tego wspaniala sceneria otoczenia zatoki byla tak urocza, ze nic dziwnego iz bylo to najpopularniejsze miejsce w okolicy



Poniewaz jednak nam jakos ciezko dluzej usiedziec w jednym miejscu, wiec po kapieli ruszylismy z powrotem



Zatrzymujac sie tylko na chwile w bardzo malowniczym miejscu



Ktore jednak okazalo sie rowniez bardzo niebezpieczne i niektorzy o malo butow nie pogubili, uciekajac od nadciagajacej strasznej fali



Potem juz bez zadnych przygod opuscilismy to urocze miejsce



I powedrowalismy nad glowna zatoke



Tam okazalo sie ze wody przyplywu pokryly prawie cala plaze siegajac az pod stojaca na brzegu restauracje



Co jednak nie przeszkodzilo nam w bardzo przyjemnym spacerze po mokrym piasku



A nawet zdecydowalismy sie na krotka kapiel, choc temperaturza wody wcale do niej nie zachecala



I ciezko bylo uciec od zalewajacych nas co chwile lodowatych fal biegnacych od otwartego oceanu



Kapiel wiec nie trwala zbyt dlugo i wkrotce po zrzuceniu mokrych kostiumow ruszylismy na spacer do malej miescinie znjdujacej sie w poblizu



Ktorej najwiekszym i najnowoczesniejszym budynkiem byl oczywiscie kosciol



Najpiekniejsze byly natomiast drzewa pokryte wspanialym czerwonym kwieciem



Wsrod ktorych znalezlismy drogowskaz pokazujacy nam droge gdybysmy sie czasem pogubili



Z kolei najbardziej charakterystyczne dla miejsca w ktorym sie znajdowalismy byly typowe rzezby przedstawiajace rodowitych mieszkancow wyspy, ktorymi byli Kanakowie, bardzo grzecznie witajacy przechodniow



Choc byli i tacy z bardziej umiarkowanym wyrazem twarzy



Po krotkiej wizycie w wiosce ruszylismy z powrotem aleja otoczona strzelistymi araukariami



Chociaz rosly tam i inne drzewne dziwolagi, tak powykrecane, ze az dziw ze jeszcze staly



Wkrotce dotarlismy do osrodka wczasowego zbudowanego w typowym lokalnym stylu



Naprzeciwko ktorego wyrastal piekny gaj palmowy



Siegajacy az nad sama plaze



No i na koniec naszego kolejnego spotkania z Isle of Pine znowu znalezlismy sie przy znajomych nam palmach rosnacych przy drodze na przystan



Grzecznie tez pozegnalismy sie z kolejna rzezba Kanaka



I po przekroczeniu ukwieconej bramy, podazylismy do przycumowanego do pomostu tendra



Ktory wkrotce popedzil prosto na statek cierpliwie czekajacy na wodach Pacyfiku



Kolejne dwa dni spedzilismy na morzu i poswiecilismy je czesciowo spacerom po statku, ktory rownie pieknie wygladal nocna pora



A jeszcze przyjemniejszy byl fakt, ze nikt sie tam juz nie krecil o tej porze



Choc ciagle mozna bylo ugoscic sie goraca kawa lub herbata



A spacer opustoszala Rodeo Drive rowniez mial bardzo wiele uroku



A to juz ostatni wieczor naszej podrozy, gdy w koncu doczekalismy sie niesamowitego zachodu slonca, ktore jak ognista kula powoli chowalo sie w bezdennych otchlaniach Pacyfiku



Jeszcze przez jakis czas pozostawiajac po sobie przepieknie wymalowany niebosklon



Nastepnego zas dnia zerwalismy sie skoro swit przed piata rano, aby byc swiadkiem wplywania do sydnejskiego portu



Niebo wlasnie zaczelo sie rozowiec, a my zblizalismy sie powoli do centrum miasta, mijajac Fort Denison, bedacy dawna forteca obronna wyrosla na malej wysepce



Ktorego tlem byly dwa lotniskowce stanowiace czesc australijskiej marynarki wojennej



Na widnokregu coraz wyrazniej rysowaly sie kontury opery



Ktora rzadko wygladala tak opustoszale



Rowniez na moscie ruch byl prawie nie istniejacy



A miejskie promy jeszcze nie zbudzily sie z nocnej drzemki



I tylko miedzynarodowy port morski juz oczekiwal naszego przybycia i zapowiadal koniec naszej kolejnej podrozy

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (69 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=