alek-ewa2
  Nowa Kaledonia - Noumea
 


Nowa Kaledonia




Nastepna wspaniala okazja na kolejny rejs trafila nam sie bardzo szybko, a skusila nas na niego nie tylko wyjatkowo niska cena, ale takze mozliwosc pozeglowania statkiem zupelnie innej firmy niz robilsmy to poprzednio



Byl nim Voyager of the Seas, jeden ze statkow nalezacy do firmy Royal Caribbean, ktora rowniez coraz czesciej zaczela korzystac z sydnejskiego portu



    Sydney

Jest to najwiekszy statek na jakim plywalismy, majacy dlugosc 311 a szerokosc 48 metrow, a jego wypornosc wynosi 138 tys. ton



Oczywiscie najpierw na chwile sie przy nim zatrzymalismy, zeby uwiecznic na zdjeciu tego kolosa



No a po znalezieniu sie na jego pokladzie zrobilismy po nim obchod, zaczynajac od strony opery



Potem byl widok na most, pod ktorym juz bysmy sie nie zmiescili jako ze statek ten ma 63 m wysokosci a most tylko 49 m



Idac dalej wzdluz pokladu dotarlismy do jego srodkowej czesci



Na ktorej zajdowaly sie baseny juz oblegane przez zadne kapieli dzieciska



Po przejsciu na przeciwna strone mielismy piekny widok na portowa czesc miasta



Dobrze widoczna z najwyzszego dostepnego pokladu



Choc usytuowany troche nizej dziob statku siegal najbardziej do przodu



Bylo na nim ladowisko dla helikoptera w razie jakchs naglych wypadkow, ktore jak zdazylismy zauwazyc podczas naszych rejsow po morzach, wcale nie sa takie rzadkie



Po spacerach na zewnatrz, nadszedl czas na wnetrza statku, ktore jak sie okazalo bylo zupelnie inaczej zaplanowane niz na innych znanych nam statkach, a jego centralna czesc stanowila jakby szeroka ulica pelna sklepow, restauracji i kawiarni



Troche blizej sie z nia zapoznalismy podczas wieczoru kapitanskiego, na ktorym przywital on swoich nowych pasazerow



Oczywiscie byl to moment kiedy trzeba bylo wygladac przyzwoicie i przy okazji zrobic sobie kilka pamiatkowych zdjec



Pokazujacych wystroj tego pieknego statku, zawierajacy takze stare angielskie elementy jak chocby ta nalezaca juz do ubieglej epoki budka telefoniczna



Przy ktorej ulokowal sie model ekskluzywnego samochodu sportowego Morgan z 1954 roku



Wszystko to, razem z obficie serwowanymi trunkami bardzo nas oszolomilo, a nawet i troche zmeczylo, wiec niektorzy przezyli powazne podciecie, choc na szczescie zanim doplynelismy do pierwszego portu wszystko sie znowu ustabilizowalo


    Nowa Kaledonia

Naszym celem po opuszczeniu Sydney byla Nowa Kaledonia, bedaca francuskim terytorium zamorskim, a lezacym w zachodniej czesci Pacyfiku w Melanezji i oddalona od Australii jakies 1400 km.



  W jej sklad wchodzi glowna wyspa o tej samej nazwie, czesto zwana tez Grande Terre, oraz kilka pobliskich duzo mniejszych wysepek



Po dwoch dniach i trzech nocach zeglugi dotarlismy do wybrzezy Nowej Kaledonii porosnietych tropikalna roslinnosia



Kierowalismy sie w strone stolicy tego kraju Noumei, ktora usadowila sie gleboko schowana w zatoce



Co prawda nie zmiescilismy sie w glownym porcie pasazerskim, do ktorego prowadzilo zbyt waskie wejscie, ale na szczescie po drugiej stronie polwyspu znajdowala sie troche wieksza zatoka z portem przemyslowym, ktora byla dla nas wystarczajaco duza



Na szczescie kursowaly stamtad wahadlowe autobusy wiec nie mielismy problemow z dotarciem do centrum



  Z ktorego ruszylismy wraz z naszymi przyjaciolmi na podboj miasta, zaczynajac od podejscia na najwyzsza okoliczna gorke



Skad rozposcieral sie piekny widok na dalsze dzielnice Noumei



Oraz na dalekie gory rysujace sie gdzies tam na horyzoncie




Najbardziej uroczo wygladala jednak stamtad panorama od strony zatoki, gdzie znajdowala sie glowna czesc miasta



Jednym slowem bylo tam bardzo pieknie, a takze jak i widac, bardzo wesolo



A oprocz widokow mozna bylo tez podziwiac wspaniale scienne malowidla na stojacym na szczycie budynku



Po chwili odpoczynku w jego cieniu, ruszylismy na dol, w strone ogromnego kosciola, ktorego wieze podziwialismy z gory



Byla to katolicka katedra poswiecona Sw Jozefowi, siegajaca swoja wysokoscia 56 metrow w gore, a powstala w latach 1887 i 1897



Zostala ona wpisana na liste zabytkow nie tylko ze wzgledu na swoj wiek, ale takze przez swoje piekne wyposarzenie wnetrza



Z katedry, ktora zaznaczona jest duzym krzyzem w gornej srodkowej czesci tego planu, zeszlismy na glowny plac miasta, bedacym wlasciwie wielkim zielonym parkiem nazwanym Coconut Square czyli Kokosowy Plac



Jest on dlugi na 400, a szeroki na 100 metrow, a na jego srodku kroluje elegancka fontanna z 1894 roku, ktora obecnie jest punktem 0 w pomiarach odleglosci na Nowej Kaledonii



Wkrotce przedralowalismy cala dlugosc placu i okazalo sie, ze przeciwna jego strona posiada wielki wybrukowany teren, ktory jest miejscem do jazdy na rowerach, wrotkach czy tez deskach dla miejscowej mlodziezy



Znalezlismy tam tez ogromna polkule ziemska, bedaca czescia memorialu upamietniajacego udzial amerykanskich sil zbrojnych w walkach o Pacyfik, podczas II Wojny Swiatowej, na ktorej o dziwo najbardziej widoczna jest Australia



Niedaleko za Placem Kokosowym wypatrzylismy budynek etnograficznego Muzeum Nowej Kaledoni, zadedykowanego tradycyjnym mieszkancom tego kraju Kanakom, a takze calej kulturze ludow Oceanii, a glownie z Vanuatu i Papui Nowej Gwinei



Pierwsze eksponaty na jakie trafilismy to oczywiscie rzezby Kanakow, ktorych specyficzne rysy twarzy wyrozniaja ich sposrod innych plemion



Bardzo charakterystyczne sa rowniez ich chaty



A takze te typowe dla tej kultury lodzie



Ale czy to prymitywne malarswo tez do nich nalezy to juz trudno sobie nam przypomniec



  W muzeum znajduje sie bowiem wiele przedmiotow nalezacych do innych kultur



Jak chocby te postacie z wysokimi czolami przedstawiaja mieszkancow Vanuatu



A te maski w gablocie obok to prawdopodobnie ich ceremonialne ubiory



Najciekawsze jednak byly tam tradycyjne rzezby w ksztalcie masztow wykonywane przez nowo gwinejskie plemiona Asmat, ktore przedstawialy postacie przodkow umieszczone jedne na drugiej, a rzezbione byly  podczas uroczystosci pogrzebowych



W kulurze tej wierzono, ze zadna smierc nie jest przypadkowa, tylko spowodowana wojna, abo czarna magia i w zwiazku z tym ktos jest jej winny, wiec musi byc ona pomszczona przez jednego z rodziny zmarlego delikwenta, a najlepiej przez obciecie glowy i spozycie ciala wroga



Niestety wierzenia te powodowaly niekonczace sie polowania na ludzi i wojny miedzy plemienne i tak szczerze mowiac to wcale nie jest takie pewne czy to sie juz skonczylo



Wracajac z muzeum, skierowalismy sie znowu w strone zielonego parku



A potem skrecilismy w kierunku nabrzeza przy malej zatoczce



Byla to przystan dla roznego typu jednostek plywajacych



A naprzeciwko tego miejsca ulokowaly sie bardzo orginalne hale targowe, niestety jednak o tej porze dnia juz zamkniete



Ruszylismy wiec dalej wzdluz brzegow zatoki, w ktorej pieknie odbijaly sie maszty przycumowanych do kei zaglowcow



Widok naprawde wspanialy, zwlasza ze dzien byl sloneczny i woda miala przepiekny niebieski kolor



  A rzad bialych lodek ciagnal sie wdluz calego przeciwnego brzegu zatoki



  W powrotnej drodze przeszlismy wzdluz nowoczesnego centum handlowego



  A potem znalezlismy sie znowu w parku, przystajac tym razem przy pomniku Admirala Orly, od ktorego imienia wziela nazwe ta czesc placu



No a na koniec wyladowalismy przy bardzo tradycyjnie urzadzonej przystani dla statkow pasazerskich



Niestety tym razem nie bylo tam naszego statku i musielimy poczekac na autobus ktory zawiozl nas do nastepnej zatoki



Nie trwalo to jednak dlugo, wiec wkrotce znalezlismy sie znowu na pokladzie



Skad jeszcze raz moglismy przygladnac sie malowniczemu otoczeniu w jakim ulokowala sie Noumea



Co prawda tuz pod nami znajdowalo sie skladowisko kontenerow, ale przynajmniej byly one bardzo kolorowe, wiec za bardzo nie razily



Natomiast patrzac dalej ponad nie widac bylo centralna czesc miasta, ktore jest chyba najladniejsze ze wszystkich miast na wyspach poludniowego Pacyfiku, a sklepy bezclowe z plynami wysokoprocentowymi sa tam dwukrotnie przyjazniej nastawione do klijentow niz te w Australii



W zwiazku z tym bardzo chetnie tam zawsze wracamy, tylko zwykle nasze statki cumuja w bardziej korzystnym miejscu, tuz przy centrum, a ten kwadratowy daszek to wlasnie glowna przystan



Niestety jednak nasz Voyager mialby z tym klopoty, zwlaszcza, ze do zatoki prowadzi bardzo waskie wejscie, wiec zaparkowalismy troche dalej, ale dzieki temu mielismy mozliwosc zobaczyc to miejsce z innej perspektywy



Wkrotce nadszedl czas odjazdu i powoli opuscilismy przemyslowa czesc portu



Pozostawiajac za rufa kolejne zatoki oraz polwyspy tworzace to szalenie urozmaicone wybrzerze



I mijajac urocze zatoczki z osrodkami wczasowymi



A nastepnie przeplynelismy wzdluz waskiego wejscia do portu pasazerskiego jeszcze raz delektujac sie widokami centrum miasta



 
Oraz jego nadbrzeznych dzielnic polozonych u stop gor, a takze wysepek rafowych, ktore ze wzgledu na bogate zycie podwodne sa rezerwatami przyrody i celem wielu wycieczek



Dlugo jeszcze pozostalismy na pokladzie obserwujac wybrzeze, poniewaz wyplyniecie z najwiekszej na swiecie laguny koralowej jaka jest Laguna Nowej Kaledoni, zajmuje kilkanascie godzin
 
 

W zwiazku z tym ciagle krazac wokol wyspy doczekalismy jeszcze jednego kolorowego zjawiska jakim byl zachod slonca za zboczami gor kaledonskich

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 5 odwiedzający (94 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=