alek-ewa2
  Fijii - Dravuni Island
 


Fiji



Kolejnym miejscem na Fiji, do ktorego zawiodla nas nasza wycieczka, byla mala wulkaniczna wysepka Dravuni, nalezaca do grupy Wysp Kadavu, archipelagu lezacego na poludnie od Viti Levu


    Dravuni Island

Wyspa ta jest jedna z mniejszych tamtejszych wysepek, a jej powierzchnia wynosci niecaly kilometr kwadratowy



Natomiast jej najwyszczy punkt podobno siega tylko 40 m npm i prowadzi na niego dosc stroma w gornym odcinku sciezka, ale z doswiadczenia wiemy, ze mimo iz nie jest to zbyt karkolomna trasa to wycisnela z nas tyle potu co duzo wyzsze szczyty



Zjawilismy sie tam o poranku, ale slonce juz pieknie swiecilo i zapowiadal sie przyjemny dzien



Oczywiscie Dravuni byla za mala zeby miec port, wiec zakotwiczylismy kilkaset metrow od jej brzegow



A poniewaz jest ona czescia archipelagu, wiec w oddali widoczne byly rowniez inne wyspy wchodzace w jego sklad



Z ktorych ta najmniejsza zwana Vanuakula, lezaca naprzeciwko Dravuni, byla ostatnim skrawkiem ladu nalezacym do niego i wysunietym najbardziej na polnoc



Po zalatwieniu wszystkich formalnosci i odczekaniu w kolejce, popedzilismy na piaszczysty brzeg, gdzie wsrod drzew widac bylo jakies domostwa, jako ze wyspa ta jest zamieszkala



Wkrotce tez znalezlismy sie na srodku malej wioski, w ktorej podobno zamieszkuje okolo 125 osob



Jest tam oczywiscie i niewielka szkola



A z okazji przyplywania statkow lokalni mieszkancy rozkladaja kolorowe kramy z wlasnymi wyrobami i innymi pamiatkami



Co prawda domy w jakich mieszkaja nie wygladaja zbyt zachecajaco, ale najprawdopodobniej tamtejszej ludnosci nie potrzebne sa wieksze wygody, bo i tak wiekszosc czasu spedzaja na zewnatrz



Gdzie jest co podziwiac, bo teren wokol wsi porosniety jest pieknym gajem palmowym



Po krotkim rozgladnieciu sie po wsi, ruszylismy na spacer wokol wyspy, tyle ze juz nie wchodzilismy na szczyt gory, poniewaz bylismy juz tam poprzednim razem tylko postanowilismy przejsc na jej druga strone



Sciezka prowadzila nas wsrod gesto porosnietego soczysta roslinnoscia wnetrza wyspy



Czasem byl to egzotyczny las palmowy



A czasem jakies inne rosliny, ktore wygladaly jak uprawiane w tamtym regionie krzewy cassavy czyli jadalnego manioku



Na swojej drodze napotkalismy tez jakies gigantyczne trawy przerastajace nas wzrostem



Natomiast po skrecie na druga strone wyspy znalezlismy sie nad malym bajorkiem, zwanym Zielona Sadzawka, podobno tez nalezacym do jednej z atrakcji tego terenu



Potem czekala nas troche bardziej karkolomna przeprawa gorkami i dolinami, az w koncu dotarlismy do plazy po drugiej stronie



Od razu tez zamoczylismy nasze strudzone droga nogi w krystalicznie czystej i stosunkowo cieplej wodzie



Nie zatrzymywalismy sie tam jednak na dluzej, poniewaz przed kapiela postanowilismy przedralowac cala wyspe dookola



Ruszylismy wiec dalej wzdluz plazy, ale wkrotce natknelismy sie na mala przeszkode w postaci kamiennego rumowiska, po ktorych wedrowka wykrecala nam nogi na wszystkie strony



W koncu jednak jakos przebrnelismy ten najtrudniejszy odcinek omijajac skalisty przyladek



I po chwili znowu znalezlismy sie na piaszczystej plazy, ktora przewedrowalismy jeszcze spory kawalek



Niestety jednak dojscie do koncowki wyspy bylo niedostepne, wiec znowu skrecilismy w jej gesto zarosniete wnetrze



Ktore chronilo nas rowniez troche od zaskakujacych nas co chwila malych deszczykow



Idac w poprzek wyspy dotarlismy do lokalnego cmentarza zagubionego wsrod lasu



Gdzie wypatrzylismy jakies chyba bardziej aktualne groby przykryte tradycyjnymi ozdobami



Po dalszej chwili marszu dotarlismy znowu do malej wioski, tylko z jej drugiej strony



Postanowilismy zatrzymac sie tam na chwilke, bo sceneria byla bardzo ladna



Gdzies tam na morzu kolysal sie na lagodnych falach nasz statek



A bielutki piasek i krystaliczna woda zachecaly do kapieli, z ktorej jak widac skorzystalo sporo wycieczkowiczow



Skusilismy sie wiec i my, bo choc wcale nie bylo tak goraco, to byloby grzechem nie zanurzyc sie tam choc na chwilke



A nawet wyplynac troche dalej, ale nie za daleko, bo strach pomyslec co moze plywac w takich otwartych wodach najwiekszego oceanu na ziemii



Po tej naszej bardzo orzezwiajacej kapieli wstapilismy jeszcze raz do wioski



Gdzie platalo sie sporo osob, a tubylcy odpoczywali pod slomiana strzecha ogromnej wiaty



A potem ruszylismy wzdluz brzegu w strone malej przystani, skad odplywaly statkowe tendry



Powoli cala plaza juz pustoszala i pozostali na niej jedynie lokalni mieszkancy



A my wkrotce znalezlismy sie z powrotem na statku, obchodzac go dookola, aby jeszcze raz zerknac na okoliczne wysepki



  Z rozrzewnieniem spogladajac na ta, na ktorej spedzilismy caly dzien



I ktora przewedrowalismy wzdluz i wszerz zamiast jak normalni ludzie lezec caly czas na plazy, korzystajac z tropikalnego klimatu tego miejsca



Zmierzch zastal nas znowu w drodze i co prawda nie doswiadczylismy zbyt pieknego zachodu slonca, ale i tak zostawilo ono po sobie kolorowe plamy na niebosklonie

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (33 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=