alek-ewa2
  Nowa Zelandia - Bay of Island
 


Nowa Zelandia



  Z Auckland udalismy sie jeszcze bardziej na polnoc Nowej Zelandi, do miejsca zwanego Bay of Island czyli Zatoka Wysp


    Bay of Islands -  Zatoka Wysp

Bay of Islands jest nieregularna w ksztalcie i szeroka na 16 km zatoka, stanowiaca przy okazji wspanialy naturalny port



Jest ona jedna z najwiekszych atrakcji turystycznych Wyspy Polnocnej, a jej malowniczy obraz uksztaltowany jest przez 144 wyspy, oraz wcinajace sie w nia postrzepione brzegi kilku polwyspow



Do wejscia do niej dotarlismy juz przy pierwszych promieniach wschodzacego slonca, po calonocnej zegludze z Auckland



Wkrotce potem najblizsze wyspy ukazaly sie nam w pelnym swietle i calej swojej okazalosci



A nastepnie pojawila sie ich ogromna masa, otaczajac nas ze wszystkich stron



Natomiast wody zatoki zachwycaly przepieknym kolorem, bedacym odbiciem blekitnego nieba, ktore podobno w tym miejscu zajmuje drugie na swiecie miejsce pod wzgledem intensywnosci swojego blekitu,  po Rio de Janeiro



Poniewaz w okolicy zadna z malych miejscowosci nie miala odpowiedniego nabrzeza, wiec statek nasz zakotwiczyl na srodku zatoki i do brzegu trzeba bylo doplynac tendrami, ale nie tylko bo miejscowe motorowki bardzo pomagaly nam w tym przedsiewzieciu



A na brzegu czekalo nas powitanie jakiego nie wszyscy oczekiwali i gdyby zjawilo sie wiecej przedstawicieli tego milusinskiego narodu to portki nie jednego turysty by sie wypelnily



Na szczescie byl to naprawde tylko wyraz zwyczajowego powitania, a walki miedzy bialymi i Maorysami dawno sie juz skonczyly, tak samo jak podobno skonczyl sie tam juz kanibalizm



A miejsce w poblizu ktorego sie znalezlismy zwane Waitangi, bylo terenem gdzie w 1840 roku podpisany zostal pierwszy traktat pokojowy miedzy Brytyjczykami a ludnoscia tubylcza, ktory uznany jest przez historykow za dokument tworzacy Nowa Zelandie



Znajduje sie tam teraz muzeum na wolnym powietrzu, a data ukladu jest swietem narodowym tego kraju, choc jeszcze przez wiele lat po jego podpisaniu byl on lamany przez Europejczykow, powodujac kolejne wojny maoryskie trwajace ponad 30 lat



Na szczescie obecnie sytuacja sie naprawila do tego stopnia, ze nikt z nikim juz nie walczy, wiekszosc Maorysow jest na zasilku dla bezrobotnych w Sydney, a pozostala czesc zarabia na turystach zapoznajac ich ze starymi maoryskimi tradycjami


Niestety nam nie udalo sie zalapac na przejazdzke ta tradycyjna maoryska lodzia, ale i tak znalezlismy okazje, zeby sie jej dokladniej przygladnac



Lodzie te do dzis sa uzywane, nie tylko w celach turystycznych, ale takze w corocznych zawodach wioslarskich z okazji podpisania traktatu w Waitangi, ktore musza byc naprawde niesamowitym widowiskiem



Na dzien dzisiejszy musielismy jednak zadowolic sie tylko widokiem naszego statku, lagodnie kolyszacego sie na spokojnej wodzie



Po naszym krotkim spotkaniu z maoryska kultura, postanowilismy przeprawic sie na przeciwna strone zatoki, ale juz na pokladzie zwyklej motorowki



Celem naszej wycieczki bylo male miasteczko Russell, ktore polozone jest na koncu krotkiego polwyspu, wdzierajacego sie w zatoke od poludniowego wschodu



Jego najstarsza portowa czesc, bedaca zreszta bardzo waznym centrum dostawczym dla polawiaczy wielorybow i fok, byla Kororareka, ktora niestety cieszyla sie bardzo zla slawa jako osrodek bezprawia oraz prostytucji, czesto nazywany Piekielna Dziura Pacyfiku



Po podpisaniu ukladu z Maorysami w 1840 roku, tuz obok powstalo miasteczko Russell, ktore stalo sie pierwsza stolica Nowej Zelandii i ktore cztery lata pozniej zostalo oficjalnie polaczone z Kororareka



Podczas walk z Maorysami w 1845 roku Kororareka powaznie ucierpiala i wiekszosc jej domow zostalo zniszczonych



Obecne miasteczko Russell to skupisko kawiarenek, sklepikow z pamiatkami i niewielkich hotelikow typu B&B



I jest oblegane przez tysiace turystow z calego swiata przybywajacych tam na okraglo przez caly rok



Do swojej dyspozycji maja oni nie tylko miejsca w kawiarniach, ale takze wiele innych atrakcji, poczynajac od przejazdzek po wodzie



A konczac na lotach w powietrzu dla tych bardziej odwaznych i przygodowo nastawionych



My jednak ograniczylismy sie do spacerow po ladzie i zawedrowalismy pod maly gorzysty cypel wcinajacy sie w morze



Na ktory dzielnie sie wspielismy



I z ktorego mielismy piekny widok na zatoke i nasz statek zakotwiczony na jej srodku



Ktory z tej perspektywy wcale nie wygladal na taki duzy



Podczas naszego powrotu do centrum miasteczka natrafilismy na zabytkowy XIX wieczny dom, bedacy kiedyc glowna kwatera francuskiej katolickiej misji, zwany Pompallier House od nazwiska pierwszego wikarego wizytujacego Nowa Zelandie



Niedaleko stamtad znajdowal sie rownie historyczny obiekt, bedacy starym anglikanskim kosciolem



Zostal on zbudowany w 1836 roku i jest najstarszym zachowanym kosciolem w Nowej Zelandii



Kosciol ten ciagle nosi na sobie znaki dawnych walk z 1845 roku w postaci dziur po kulach muszkietowych w scianach



W sumie jednak nie doznal on wiekszego zniszczenia, tak samo zreszta jak domy misyjne w miasteczku, bedac wspolnie z nimi jedynymi ocalalymi obiektami Russell



W walkach w 1845 roku bral tez udzial brytyjski statek HMS Hazard nalezacy do Krolewskiej Marynarki Wojennej, z ktorego zalogi 6 osob ponioslo smierc, co jest udokumentowne na pamiatkowej tablicy



Inna ciekawostka tego miejsca sa wyszywane poduszki na lawach koscielnych, a nawiazujace wylacznie do tematyki morskiej



Tuz obok kosciola znajduje sie miejscowe muzeum, gdzie mozna zapoznac sie z historia Russell, ktore z malej maoryskiej wioski statlo sie waznym w owych czasach portem i osrodkiem handlu miedzy przybyszani z Europy i lokalnymi mieszkancami



  W poblizu znalezlismy takze wspaniale arcydzielo sztuki maoryskiej ktorym byla brama upamietniajca dawna nazwe tego miejsca  - Kororareka



A idac jeszcze dalej dotarlismy do swiatyni zbudowanej ku czci Sw Piotra Chanela, francuskiego misjonarza i pierwszego meczennika Oceanii, a zarazem jej patrona, ktory zginal przez sciecie glowy, od miecza wojownikow jednego z tubylczych wodzow na wyspie Futuna



Po zapoznaniu sie z burzliwa historia Russell rzucilismy jeszcze okiem na rzad slicznych domkow stanowiacych nowsza zabudowe miasta



Nie odmowilismy sobie tez przyjemnosci zagladniecia do jednego z bardziej ciekawie urzadzonych ogrodkow



Potem jednak postanowilismy juz wracac, choc tlumy turystow, glownie z naszego statku, ciagle okupowaly miejscowe kawiarnie



Ruszylismy wiec powoli na dlugie, drewniane molo



Zatrzymujac sie po drodze na chwilke, zeby jeszcze raz rzucic okiem na miejscowa plaze



Oraz nadmorska zabudowe tego historycznego miasteczka



Wkrotce do przystani podplynal nasz prom, kursujacy miedzy Russell i Paihia



A po nastepnych kilku minutach znalezlismy sie na jego pokladzie



Przeprawa trwala niecale pol godziny, wiec w niedlugim czasie znalezlismy sie na przystani w Paihii, miasteczka swoja historia siegajacego 20 lat XIX wieku



Obecnie rozwinelo sie ono w glowny osrodek turystyczny w Bay of Island



Niedaleko od przystani wypatrzylismy punkt widokowy na pobliskim wzgorzu, wiec oczywiscie zaraz sie na niego wspielismy



Rysowala sie z niego piekna panorama nie tylko zatoki, ale takze ulokowanego nad nia miasteczka



Co prawda widok bylby jeszcze wspanialszy z wycieczkowego helikoptera startujacego w poblizu, ale kolejki do niego byly strasznie dlugie



Swoja zadze przygody ograniczylismy wiec do spaceru po miescie



Ktore zreszta troche sie rozroslo od naszego poprzedniego tam pobytu, bo tej sali nie pamietamy



A i samochodow przybylo, nie mowiac juz o niezliczonej rzeszy turystow placzacych sie po miescie



Nawet wieloryby ulegly urokowi tego miejsca i wylegly na ulice polykajac co moznosci



Najprzyjemniej oczywiscie bylo posiedziec troszke na skwerku nad zatoka, zreszta bardzo dobrze do tego celu przygotowanym



Ale wkrotce trzeba sie bylo zbierac do dalszej drogi, wiec ruszylismy wzdluz wybrzeza, w strone gdzie odplywaly nasze tendry



Zeby tam dotrzec musielismy przekroczyc most laczacy dwa brzegi zatoki, niedaleko od miejsca gdzie do jej malego odgalezienia uchodzi Waitangi River



Niestety jednak najprawdopodobniej bylismy tam podczas odplywu, wiec brzeg nie wygladal zbyt zachecajaco



Tak samo zreszta jak kolejki prowadzace na pomost do naszych tendrow



Aby pomoc rozladowac sytuacje znowu podeslano nam lokalna lodz motorowa, ktorej trzy silniki mialy niebagatelna moc 300 koni mechanicznych kazdy



Jakims cudem udalo sie nam wracac czyms takim, a jej sternik chcial nam chyba zaimponowac, bo nie tylko przewiozl nas na statek, ale przy okazji zrobil kilka akrobatycznych ewolucji przy ogromnej predkosci, od ktorych do dzis kreci sie nam w glowie



Po takiej szalonej przejazdzce nalezal sie nam zasluzony odpoczynek w kabinie



Choc czujnie pilnowalismy zeby nie przegapic momentu odplywania



Wtedy jak zwykle nasze miejsce bylo na gornym pokladzie, skad widok byl najlepszy



A zegluga wsrod zielonych wysp i po blekitnej wodzie zatoki byla naprawde bardzo malownicza



Powoli zostawialismy za soba male miasteczka, zarowno te przycupniete na brzegu stalego ladu



Jak i te wyrosle na kilku najwiekszych okolicznych wysepkach



Po godzinnym lawirowaniu miedzy nimi dotarlismy do ostatniej skaly na naszej drodze



Byla nia Motukokako Island zwana rowniez The Hole in The Rock czyli po prostu dziura w skale, ktora charakteryzuje sie 18 metrowym otworem usytuowanym na poziomie morza



Jest to wielka atrakcja turystyczna, zwlaszcza ze male stateczki wycieczkowe sa w stanie przeplynac tym przeswitem w poprzek skaly, co zreszta i my uczynilismy 12 lat temu



Po ominieciu Motukokako, zostawilismy za soba nie tylko ta slawna skale i postrzepione wybrzeze polwyspu chroniacego zatoke od poludnia, ale takze kryjaca sie za nim pomaranczowa tarcze sloneczna



Po ktorej wkrotce zostaly tylko kolorowe zorze na niebia, a my powoli znowu wplywalismy w kompletna ciemnosc Pacyfiku

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (78 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=