alek-ewa2
  Australia - Airlie Beach
 


Australia



Nasza pierwsza wyprawa w 2015 roku byl 42-dniowy rejs do Japoni, podczas ktorego odwiedzilismy kilkanascie egzotycznych i nieznanych nam jeszcze portow



Podczas tego rejsu przeplynelismy 12 484 mil morskich czyli ponad 23 tys. kilometrow


    Sydney

Nasza podroz zaczelismy w Sydney, zasnutym czarnymi chmurami, zapowiadajacymi deszcze, a moze nawet i burze



Nasz statek "Sun Princess" przycumowany byl w White Bay", za glownym mostem i po polnocnej stronie zatoki



Patrzac zas do tylu, na horyzoncie rysowal sie kolejny, ale juz duzo mlodszy sydnejski most - "Anzac Bridge"



Niebo z tamtej strony wygladalo troche jasniej, wiec mielismy nadzieje, ze sie troche rozpogodzi



Niestety jednak w momencie kiedy ruszylismy w droge zrobilo sie jeszcze zimniej i zaczal kropic deszcz



Mimo to, tak jak wiele innych osob, znalezlismy sie na dziobie, bo przeprawa przez sydnejski port to naprawde malowniczy obrazek



Powoli zblizalismy sie do mostu, pod ktorym te najwieksze staki nie sa w stanie przeplynac, ale nasz byl tylko 77 tysiecznikiem, wiec nie mial z tym problemow



Po chwili, po drugiej stronie mostu ukazala sie charakterystyczna sylwetka sydnejskiej opery, bedacej jedna z najbardziej znanych wizytowek miasta



Wkrotce jednak i ja zostawilismy z tylu, kierujac sie w strone wyjscia z portu



Plynac jeszcze jakis czas wzdluz malowniczo polozonych nadmorskich dzielnic miasta



Po wyplynieciu z Sydney, czekala na nas kilkudniowa podroz do Airlie Beach, miasteczka lezacego w srodkowej czesci wschodniego wybrzeza Queensland, oddalonego o prawie 1000 mil morskich



Droga daleka, ale na nude nie moglismy narzekac, bo czas na morzu mielismy bardzo urozmaicony, zaczynajac od imprezy kapitanskiej, na ktorej przedstawiano wszystkich czlonkow zalogi



I w czasie ktorej szampan lal sie bez ograniczenia, z czego zreszta skrzetnie skorzystalismy



A ten uroczysty wieczor zakonczylismy kolacja w jednej z pieknych restauracji statkowych



Podczas dalszej podrozy pogoda sie poprawila, wiec wykorzystywalismy to na spacery po pokladzie statku



Oraz na podziwianie malowniczych zachodow slonca



W czasie tych kilku dni na morzu przezylismy jeszcze jedna wielka uroczystosc, a mianowicie okragla rocznice urodzin



Wielkim zaskoczeniem bylo jednak dla nas, ze wiedzieli o niej rowniez nasi kelnerzy, ktorzy po skonczonym obiedzie przyniesli maly tort urodzinowy i zgodnym chorem odspiewali pieknie " Happy Birthday"



Bylo to bardzo mile, a torcik smaczny i choc maly rozmiarem, to zupelnie wystarczajacy na nasze dwie osoby



A szampana wystarczylo jeszcze na poprawiny w kabinie

          

Nastepnego dnia nie bylo jednak czasu na odpoczynek, poniewaz doplywalismy juz do naszego pierwszego przystanku w Airlie Beach



Wczesnym rankiem znalezlismy sie wiec na pokladzie, aby podziwiac mijane przez nas wyspy Whitsunday Islands, bedace szalenie popularnym miejscem wczasowym, a charakteryzujace sie miedzy innymi przepieknymi plazami i wspaniala rafa koralowa



My jednak oplynelismy je dookola i skierowalismy sie w strone malego miasteczka przycupnietego na stalym ladzie u podnoza zielonych pagorkow


    Airlie Beach

Airlie Beach stalo sie ostatnio wielka atrakcja turystyczna, nie tylko ze wzgledu na swoje malownicze polozenie i tropikalny klimat, ale rowniez na mozliwosc wypraw wlasnie na rafe i pobliskie wyspy



Nas jednak takie wyprawy nie kusily, poniewaz juz kiedys odwiedzilismy kilka z nich, a wiec postanowilismy tylko przejsc sie po miescie, choc i tam juz bylismy wczesniej



Maly port, do ktorego przywiozly nas statkowe tendry, usadowil sie kilka kilometrow na polnoc od centrum miasta



Jego duza i najpiekniejsza czescia byl port jachtowy, gdzie na tle zielonych wzgorz, biale lodki kolysaly sie na lagodnych falach malej zatoki i odbijaly w jej blekitnej wodzie



Pokrecilismy sie wiec tam przez chwile nie mogac napatrzec sie na ten naprawde uroczy obrazek



A potem ruszylismy w kierunku centrum Airlie Beach



Tym razem wybralismy troche krotsza trase niz ta ktora szlismy tam podczas naszej poprzedniej wizyty w tym miescie, idac poczatkowo wzdluz jezdni



A potem po specjalnych drewnianych pomostach przeznaczonych na piesze spacery



Po kilkunasto minutowym marszu dotarlismy w okolice sztucznych lagun zbudowanych tuz przy brzegu morza



Nie zatrzymywalismy sie tam jednak na dluzej, tylko obeszlismy je dookola



Idac dalej przekroczylismy mala rzeczke, ktora uchodzila w tym miejscu do morza



No i na koniec dotarlismy do glownej plazy, ktora jednak swiecila pustka, poniewaz sezon kapielowy w morzu zaczynal sie tam dopiero w zimie, jako ze letnia pora w wodzie grasuja w tamtejszym rejonie trujace meduzy



Co prawda na ladzie tez nie bylo zbyt bezpiecznie, bo z kolei tam grasowaly ziejace ogniem smoczyska



Mimo to, dziwnie spokojnie przechadzajace sie po brzegu wielblady nic sobie z tego nie robily, a gdzies tam w ich tle rownie spokojnie bujal sie na falach nasz statek



Wracajac z powrotem przeszlismy glowna ulica miasteczka dokonujac obowiazkowych winno-piwnych zakupow



A potem skrecilismy jeszcze na chwile w strone lagun



Gdzie po krotkiej chwili kontemplacji i rozwazaniu za i przeciw



Skusilismy sie na kapiel w jej cieplej wodzie



Wkrotce jednak musielismy zakonczyc nasze wczasowanie, bo nadszedl czas powrotu na statek



  Z pokladu ktorego jeszcze przez jakis czas moglismy podziwiac piekna okolice w jakiej sie znalezlismy



Po paru jednak godzinach slonce schowalo sie za horyzontem, zostawiajac po sobie wymalowane na pomaranczowo niebo


            Polwysep Cape York

A my ciagle posuwalismy sie na polnoc wzdluz wschodniego wybrzeza Queensland, kluczac wsrod Wielkiej Rafy Koralowej



Nastepnego dnia dotarlismy w okolice Cairns, a potem jeszcze dalej w poblize Cape Tribulation za Port Douglas, gdzie tropikalne lasy dochodza do morskiego brzegu i spotykaja sie z rafa



Co niestety moglismy obserwowac jedynie z daleka, gdyz nasz statek nie mogl plynac zbyt blisko ladu



A wieczorem podziwialismy kolejny zachod slonca, ktore chowalo sie gdzies w dali za linia wybrzeza



A niebo w najblizszym jego otoczeniu wygladalo jak rozpalony ogien


                   Przyladek - Cape York

Jeszcze cala noc plynelismy po Morzu Koralowym wzdluz brzegow Queensland,  kierujac sie w strone Cape York



Az gdzies okolo poludnia nastepnego dnia dotarlismy do tego polnocnego konca australijskiego kontynentu, ktory okazal sie wyjatkowo plaski



I jedynie kilka wysp wyroslych u jego brzegow wystawalo troche wyzej nad poziom wody



Przez jakis czas plynelismy obok nich pokonujac tzw Ciesnine Torresa odgradzajaca Australie od Papui Nowej Gwinei, az w koncu opuscilismy Morze Koralowe wplywajac na Morze Arafura



A potem skierowalismy sie w strone Darwin, plynac w poprzek ogromnej, bo nawet wiekszej od Polski (328 000 km2), Zatoki Carpentaria



Na ktorej wodach zastal nas kolejny malowniczy zachod slonca



A niesamowity koloryt tego momentu nigdy nie przestawal nas zachwycac
 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (21 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=