alek-ewa2
  Chiny - Kolej Transtybetanska
 


Chiny - Tybet



Kolejny i najbardziej przez nas oczekiwany odcinek naszej dalekiej wyprawy zabieral nas pociagiem do stolicy Tybetu, Lhasy, od ktorej dzielilo nas 3757 km i ponad 40 godzin jazdy



Druga czesc tej trasy obejmowala jazde w poprzek Tybetu i to wlasnie mialo byc jedna z wiekszych atrakcji na naszej drodze



Swoja podroz zaczelismy na dworcu zachodnim w Pekinie, skad rowniez udawaly sie na jakas wycieczke setki dzieci szkolnych, pieknie wystrojonych w kurteczki o jednakowym czerwonym kolorze



Poniewaz pociag odjezdzal poznym wieczorem i juz nie bylo okazji podziwiania widokow, wiec zaczelismy to robic dopiero nastepnego dnia rano, po calonocnym wypoczynku w wagonie sypialnym



Oczywiscie zbudzilismy sie bardzo wczesnie o poranku, a za oknami ukazal sie nam gorzysty, ale stosunkowo suchy krajobraz



Po kolejnej godzinie jazdy minelismy jakas nieduza wioske zbudowana w typowo chinskim stylu



Ale do tradycji weszla juz i nowoczesna technika, poniewaz wokol niej rozlozyla sie cala farma wiatrakow, z ktorych pewnie czerpala ona energie i to nie tylko dla siebie



A tak poza tym to caly ten teren nie wygladal bardzo zachecajaco ze swoimi wyschnietymi pagorkami i zerodowana ziemia



Wkrotce jednak wjechalismy w troche wieksze gory, a na jednym z zakretow udalo sie nam zrobic zdjecie naszego pociagu blendujacego sie w otoczenie swoim zielonym kolorem



Powoli gory zmienialy swoj wyglad, a ziemia robila sie troche bardziej zielona i wygladalo, ze sa na niej nawet jakies pola uprawne



Wsrod tej gorzystej scenerii pojawila sie kolejna mala wioska przycupnieta u podnorza malych pagorkow



A to jak bardzo stroma byla nasza droga uswiadomilismy sobie dopiero patrzac na zmudnie wspinajacy sie pod gore sznur ciezarowek



Ciagle jednak klimat byl na tyle lagodny, ze rolnictwo, a moze nawet badylarswo kwitnelo w okolicy



Jadac dalej mijalismy kolejne wioski



Oraz kolejne pola uprawne



A gdzies na malym wzgorku u stop jakiejs wiekszej gory zauwazylismy chinska swiatynie, swoim pieknym kolorytem odbijajaca sie od otoczenia


    Lanzhou

Po prawie 16 godzinach jazdy dotarlismy do jakiegos wiekszego miasta, ktorym okazalo sie byc Lanzhou



Lezy ono nad slynna Zolta Rzeka czyli Huang He, zwana tak od namulow lessowych ktore ze soba niesie i ktora majac dlugosc 5464 km jest druga co wielkosci rzeka Chin po rzece Jangcy



Lanzhou lezy na wysokosci 1530 metrow nad poziom morza, ma prawie trzy miliony mieszkancow i bylo kiedys waznym punktem na szlaku jedwabnym



Znajduje sie ono mniej wiecej w polowie drogi miedzy Pekinem a Lassa i wkrotce potem, w odleglym o okolo 200 km Xining, zaczyna sie tybetanska wyzyna



W zwiazku z tym trzeba juz bylo przygotowac sobie paszporty i pozwolenia na wjazd do Tybetu



Do Xining lezacego nad rzeka Huang Shui bedaca doplywem Huang He, dotarlismy po dalszych dwoch godzinach jazdy, a zblizajac sie do miasta ujrzelismy ogromny most w budowie 



Nie byl on jedyna taka konstrukcja, bo juz kilka innych przekraczalo rzeke



A zaraz potem ukazaly sie nam ogromne budynki mieszkalne



Przed oczami mignal nam tez jakis wielki meczet, jako ze muzulmanie stanowia w tym rejonie dosc powazny procent ludnosci



Xining to najwieksze miasto na Wyzynie Tybetanskiej, lezace na jej wschodnim krancu i liczace ponad dwa miliony mieszkancow, a jego strzeliste wiezowce przypominaly nam troche zabudowe Hong Kongu



Od ponad 2 tys. lat bylo ono waznym punktem strategicznym przy zachodniej granicy chinskiej, a takze osrodkiem handlowym na Jedwabnym Szlaku



  A w dniu dzisiejszym jest duzym centrum przemyslowym, a takze brama wjazdowa do Tybetu, wiec zatrzymalismy sie tam prawie na pol godziny



Xining polozony jest na wysokosci 2 200 metrow nad poziom morza, a wiec stopniowo ale stale wspinalismy sie pod gore



A przed nami zostalo jeszcze 1956 km do pokonanaia i prawie 2 tys metrow wspinaczki pod gore



Xining jest bowiem poczatkiem kolejowej linii tybetanskiej zwanej Qinghai-Tybet, ktorej 815 km odcinek do miasta Golmud, polozonego na wysokosci 2800 metrow npm, oddany byl do uzytku juz od 1984 roku, ale jej dalsza czesc do Lhasy otwarta zostala dopiero w 2006 roku



Po wyjezdzie z miasta, gdzies na okolicznych pagorkach udalo sie nam wypatrzec biale stupy bedace juz przykladem buddyzmu tybetanskiego, co bylo swiadectwem, ze naprawde wjechalismy do Tybetu



Od strony zas szerokiej rowniny, zauwazylismy przy drodze zupelnie innego typu budynki, ktorych przeznaczenia do dzis nie zdolalismy odgadnac, ale poniewaz ladnie wygladaly, wiec je uwiecznilismy na zdjeciu



Wkrotce potem dojechalismy do brzegow jeziora Qinghai Lake, ktorego starsza mongolska nazwa brzmi Koko Nor znaczac Blekitne Jezioro, a ktore jest najwiekszym jeziorem Chin i lezy na wysokosci prawie 3200 metrow npm



Z kolei tybetanska nazwa Tso Ngonpo tlumaczy sie na Turkusowe Morze, co jest o tyle prawdziwe, ze jezioro to ma slona wode i jest ogromne, zajmujac powierzchnie okolo 4.5 tys kilometrow kwadratowych



A na jego brzegach wypatrzylismy zarowno bardziej tradycyjnie wygladajace obiekty z poprzedniego zdjecia, jak i bardziej nowoczesne budowle, ktorych przeznaczenia rowniez nie odgadnelismy



Natomiast to monstrosity powaznie zaklocajace urode pobliskich gor, to inny obraz wkraczajacej w to miejsce nowoczesnosci, jaki niestety przynosi ze soba caly postep cywilizacyjny



Wkrotce potem wjechalismy w najdluzszy tunel w Chinach - New Guanjia Tunnel o dlugosci 32,645 km. a po wyjezdzie z niego znalezlismy sie w otoczeniu duzo wiekszych gor, na szczytach ktorych mozna bylo zauwazyc plachty sniegu, ale niestety powoli zapadal zmrok i nasza dalsza podroz odbywala sie juz w ciemnosciach nocnych



Wielka szkoda, poniewaz wlasnie wtedy minelismy Golmud,  pozniej przejezdzalismy przez najwyzej na swiecie polozony 1338 metrowy tunel Fenghuoshan, ktory wydrazony zostal na wysokosci 4905 m npm, no i na koniec pokonywalismy najwieksze wysokosci lacznie z najwyzsza na naszej trasie przelecza gorska Tanggula, siegajaca 5072 metry npm



Wjechalismy tez w strefe wiecznej zmarzliny ciagnacej sie na dlugosci 550 km, ktora byla najtrudniejszym wyzwaniem podczas budowy linii kolejowej, wymagajac uzycia specjalnych izolacji chroniacych przed odtajaniem gleby, co osiagnieto przez budowe wiaduktow, ktorych podpory siegaja 20 metrow w glab ziemi



A takze specjalnych nasypow, w duzej czesci zbudowanych z kamieni, pomiedzy ktorymi uwiezione powietrze spelnia role izolatora, a oprocz tego u ich podstaw umieszczone sa w poprzek rury o otwartych koncach majace izolowac nasypy od podloza



Oczywiscie najwieksza atrakcja mialo byc przekroczenie tej najwyzszej przeleczy Tanggula Mountain Pass, waznej rowniez z tego powodu, ze po drugiej jej stronie zaczynalo sie Autonomiczne Terytorium Tybetu, ale niestety mimo ze ta przeprawa trwala dosc dlugo, to zaczela sie o pierwszej w nocy, wiec ze wzgledu na kompletna ciemnosc nie bylismy w stanie zrobic zadnego zdjecia



  Nie wszystko jednak stracilismy, bo na szczycie przeleczy zbudzil nas bol glowy i szum tloczonego do wagonu tlenu, zeby zapobiec problemom z choroba wysokosciowa, a gdy popatrzylismy na zewnatrz, to ujrzelismy ogromne platki padajacego sniegu, ktory pokryl juz cala powierzchnie ziemi



  Gdzies w oddali widoczne tez byly swiatla sznuru ciezarowek mozolnie pokonujacych ten najwyzszy punkt na drodze, a juz nad ranem kiedy zrobilo sie jasniej, ciagle widzielismy ich sylwetki, ale tym razem powoli zjezdzajace w dol



Odslonily sie nam rowniez osniezone szczyty gorskie, wyrastajace z kolejnej rowniny



Kolo siodmej rano niebo na wschodzie przybralo zlocisto pomaranczowa barwe od przebijajacych sie gdzies za gorami promieni wstajacego slonca



Ktore wkrotce pomalowalo na zolto rowniez jakies mokradla wzdluz ktorych jechalismy



Po dalszej krotkiej jezdzie, kiedy zrobilo sie juz calkiem widno, a slonce oswietlilo caly horyzont, ukazalo sie nam blekitne jezioro zwane Cona lub Tsonag Lake



Powoli minelismy stacje o tej samej nazwie, ktora polozona byla tak jak jezioro na wysokosci 4594 metrow npm, nic wiec dziwnego, ze wypatrzylismy w poblizu osniezone szczyty



Jezioro ma powierzchnie ok 300 kilometrow kwadratowych i jest jednym z najwyzej na swiecie polozonych jezior slodkowodnych



Jest ono takze uznane za swiete przez Tybetanczykow, a patrzac na ten niesamowity widok jakim nas uraczylo, to wcale sie nie dziwimy dlaczego



Wkrotce jednak troche sie od niego oddalilismy, choc towarzyszyla nam ciagle jakas jego odnoga, albo doplyw



A patrzac jeszcze dalej trudno bylo wywnioskowac czy pod tymi gestymi mglami znajduje sie woda czy to laki tak paruja



Tak czy inaczej widok byl naprawde niesamowity, a ziemia wygladala prawie jak Saturn otoczony gazowymi obreczami



W koncu jednak mgly opadly i odslonily sie stosunkowo plaskie pagorki, z ktorych te wyzsze poproszone byly sniegiem



A wsrod jednostajnej zieleni tych nizszych wila sie blekitna wstazka jakiejs rzeczki, w ktorej gasily pragnienie stada jakow



W tej bardzo zimno wygladajacej scenerii wypatrzylismy tez jakies obejscie ludzkie ukryte w dolince miedzy wzgorzami



A wkrotce potem ukazalo sie nam cale osiedle rozlozone na duzo wiekszej rowninie, a tuz przy torach wila sie poskrecana mala rzeczka, przepieknie odbijajac blekit bezchmurnego nieba



Domki porozrzucane byly jakby bez ladu i skaldu, a niebieskie plamy w gruncie swiadczyly, ze polozone one byly przy jakichs mokradlach



Zupelnie sie jednak nie spodziewalismy widoku jaki nas zaskoczyl troche dalej, kiedy to calkiem bialutkie szczyty gorskie nagle ukazaly sie na widnokregu



Patrzac zas w druga strone ujrzelismy zarysy jakiegos miasta zasnutego gestymi mglami



A ilosc linii energetycznych w poblizu swiadczyla, ze musi to byc cos wiekszego



Wypatrzylismy nawet chlopcow czuwajacych nad jakoscia torow i od razu poczulismy sie bezpiecznie



A w przedziale byla nas bardzo sympatyczna czworka, w sklad ktorej oprocz nas wchodzila, miejscowa Chinka, a raczej Tybetanka - Dzinda i turystka z Finlandii - Linda



Od czasu do czasu zagladal do nas tez Chinczyk z sasiedniego przedzialu, ktory upatrzyl sobie bardzo Finke z jej blond wlosami



No a oprocz tego mielismy ze soba bardzo nadete frytki i rownie papusnie wygladjace rozpuszczalne kawy, ktorym wysokosc na ktorej sie znalezlismy bardzo rozepchala wnetrznosci od srodka



No a na zewnatrz pasly sie jaki, na ktore bardzo polowalismy z naszymi aparatami fotograficznymi, ale niestety pociag za szybko jechal i nie udalo sie nam zadnego zblizyc



Na szerokiej rowninie znowu pojawily sie jakies zabudowania i niebieskie plachty wody



  A pozakrecana mala rzeczka wolno plynela wsrod zielonych lak



Od czasu do czasu zblizalismy sie takze do wiekszych gor, ktore wygladaly bardzo masywnie przy malym miasteczku usytuowanym u ich stop



Wszedzie tez widoczne byly stada nie tylko jakow ale i owiec pasacych sie na zielonych stepach



Ktore ciagnely sie w nieskonczonosc, a ciemne postacie jakow wciaz kusily nas do robienia zdjec



Miejscami jechalismy bardzo blisko pokrytych wiecznym sniegiem gor



Ktore z wysokosci na ktorej sie znajdowalismy, wcale nie wygladaly na takie wielkie



Choc patrzac z perspektyway malej wioski pod nimi ulokowanej, troche to inaczej wygladalo



Pedzac dalej w szybkim tempie mijalismy coraz juz bystrzejsze rzeczki



A takze pojedyncze domostwa juz budowane w typowo tybetanskim stylu



W oddali rowniez moglismy zauwazyc kolejne wioski zagubione wsrod tych pustaci



Choc widac bylo ze nie jest to taka prawda, bo wszedzie juz doprowadzone byly asfaltowe drogi przemierzajace te prawie bezkresne przestrzenie Tybetanskiej Wyzyny, ktorej srednia wysokosc wynosila 4 tys. metrow npm



Im bardziej zblizalismy sie do Lhasy tym bardziej widoczna byla w okolicy obecnosc ludzka



A konstrukcje drogowe mialy coraz wiekszy rozmach



Mijane osiedla byly coraz bardziej kolorowe i typowo tybetanskie



Nawet piekna brama nad jezdnia zapowiadala zupelnie inny swiat



Ktory trzeba bylo powitac o pelnym brzuchu, wiec spozylismy typowo chinski posilek, ktory byl najbardziej dla nas jadalny



No a potem znowu przykleilismy sie do okna



W ktorym niby krajobrazy az tak bardzo sie nie zmienialy



Ale ciagle moglismy wypatrzec cos nowego, jak chocby to rozlewisko jakiejs wiekszej rzeki



Ktora pozniej robila sie dosc bystra, a ciagnaca sie wzdluz niej szosa nie wygladala zbyt bezpiecznie, patrzac na dominujaca nad nia ogromna gore, ktora jak widac od czasu do czasu sie obsuwala



Po przejezdzie jednego z wieli tuneli na naszej trasie, znalezlismy sie na dnie wawozu wyrzezbionego przez rzeke



Ktorej nurt stawal sie corac bardziej wartki, a niebiesko mleczny kolor dowodzil, ze plynela ona gdzies z lodowcow



Nasza linia kolejowa wiodla w tym miejscu po wiadukcie



Ktory gorowal nad ta waska dolinka i konczyl sie gdzies tam w tunelu



A po drugiej stronie gor rozlozyly sie coraz wieksze osiedla



W szerokiej dolinie znalazly rowniez dla siebie miejsca plantacje wielobarwnych kwiatow



Wkrotce potem dotarlismy do wiekszej rzeki Lhasa River zwanej tez Kyi River, nad ktora lezy stolica Autonomicznego Regionu Tybetu i wzdluz ktorej rozwijalo sie to miasto



Jadac dalej przejezdzalismy tuz przy pieknych boiskach szkolnych, na ktorych wlasnie trwal jakis mecz



A tuz obok rozlozyla sie dzielnica jakichs parterowych budynkow



Ciagle jednak posuwalismy sie wzdluz rzecznego rozlewiska



Troche dalej wypatrzylismy duzo wyzsze i nowoczesniejsze bloki mieszkalne



Ktore jednak zachowaly typowy charakter tybetanskiego budownictwa



Byly to jednak dopiero peryferia Lhasy, ktorej centrum schowane jeszcze bylo za kolejnymi gorami



Ktore musielismy pokonac przy pomocy tunelu, podobnego jak ten do ktorego chowala sie droga



Az w koncu ukazaly nam sie te blizsze dzielnice i pare minut pozniej zameldowalismy sie na dworcu glownym miasta

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 5 odwiedzający (78 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=