alek-ewa2
  Tybet - Shigstse
 


Tybet



Po opuszczeniu Lhasy, skierowalismy sie na poludniowy zachod, a choc naszym ostatecznym celem byl oboz bazowy Mt Everestu, to po drodze mielismy zobaczyc takze kilka innych ciekawych miejsc



A pierwszy przystanek zrobilismy sobie nad rzeka Yarlung Tsangpo, ktora potem zmienia swoja nazwe na bardziej znana - Brahmaputra



Jednym z doplywow tej rzeki byla rzeka Lhasa, wzdluz ktorej zaczela sie nasza wyprawa i ktora doprowadzila nas do Yarlung Tsangpo



Rzeka ta ma swoje zrodla w lodowcach Himalajow, jej dlugosc wynosi 2840 km i przez ponad 1200 km plynie przez Poludniowa Doline Tybetanska na wysokosci ponad 4 tys metrow npm, co czyni ja najwyzej polozona wielka rzeka swiata



A ta urocza panienka w tradycyjnym tybetanskom stroju, ktory przypominal nam w jakiej czesci swiata jestesmy, to jedna z naszych australijskich kolezanek z grupy wycieczkowej, ktora nie oparla sie pokusie kupna tego orginalnego ubioru, a biorac pod uwage jej azjatyckie pochodzenie, to moglaby uchodzic za rdzenna Tybetanke



Rowniez wspanialy klasztor na szczycie pobliskiego malego wzgorza podkreslal swoja charakterystyczna architektura przynaleznosc do tego egzotycznego terenu w jakim podrozowalismy



A gdzies w oddali udalo sie nam wypatrzec osniezone szczyty gorskie, nalezace do najwyzszego pasma gorskiego swiata - Himalajow



Po naszym krotkim przystanku na podziwianie widokow i toalete w naturze, ruszylismy w dalsza droge



A strome gory coraz wyrazniej rysowaly sie na horyzoncie



My jednak ciagle jechalismy wzdluz doliny, na ktorej rozlozyly sie pola uprawne



A do tradycyjnych malych wiosek, choc polozonych w tak odleglym od cywilizacji zakatku swiata,  powoli zblizala sie tez nowoczesnosc ze swoimi osiagnieciami techniki



Wkrotce jednak opuscilismy doline i zaczelismy powoli wspinac sie pod gore



A droga ktora jechalismy rzezbila szare wstegi w zboczach wzgorz ktorymi sie wila



Po polgodzinnej wspinaczce znalezlismy sie na punkcie widokowym, skad rozciagala sie piekna panorama gor i doliny z ktorej przyjechalismy



Miejsce to musialo tez miec jakies znaczenie dla lokalnych mieszkancow bo znalezlismy tam usypane kurhany i struktury zbudowane z kolorowych choragiewek



Spotkalismy tam rowniez inna wielka atrakcje jaka byly ogromne psy nalezace do rasy Mastifow Tybetanskich, groznych w swoim wygladzie, ale jak widac rowniez bardzo przyjaznych, a przynajmniej takie byly te pozujace do zdjec



Ktore jak uwypukla napis, robine  byly na wysokosci prawie 4200 metrow



I jeszcze jedno spojrzenie na doline, ktora zostawilismy na dole



I czas byl zbierac sie do drogi, ktora wiodla jeszcze wyzej, wznoszac sie wsrod gor o lagodnych szczytach i porosnietych wysuszona roslinnoscia



A to widok na droge, ktora wlasnie przebylismy i na grasujacego na zboczach groznego czarnego niedzwiedzia przebranego za jaka



Wkrotce potem przed naszymi oczyma rozpostarla sie jeszcze szersza panorama okolicy i okazalo sie, ze wjezdzamy na szczyt przeleczy, przez ktora musielismy przedostac sie na druga strone gor



Przelecz ta zwala sie Gangbala Mountain Pass, a po jej pokonaniu, otworzyl sie przed nami wspanialy widok na jezioro Yamdrok, za ktorym w dalszej drodze mielismy rowniez zobaczyc lodowiec Karola Glacier


    Yamdrok Lake

Jezioro Yamdrok jest jednym z trzech najwiekszych swietych jezior w Tybecie, ktore ma bardzo nieregularny ksztalt i poszarpana zatokami linie wybrzeza, a jego powierzcnia siega 638 km kwadratowych



Na dlugosc ciagnie sie 72 km, a jego blekitne wody przepieknie kontrastuja z otaczajacymi go pagorkami o dosc jednostajnym kolorycie



Za to lokalne zwierzeta tam pracujace nie mogly juz barwniej sie ubrac, a wszystko dla paru groszy zarobionych na turystach



My tez dalismy sie skusic nie tylko na kolejne fotografie z poteznymi Mastifami



Ale takze na wymagajaca wielkiego hartu ducha przejazdzke jakiem, wystrojonym jak stroz w Boze Cialo



Po tym naszym mrozacym krew w zylach spotkaniu z najgrozniejszymi przedstawicielami fauny tybetanskiej, wspielismy sie na sama gore przeleczy, gdzie stal budynek gospodarczy z cywilizowanymi toaletami



Byl tam tez specjalny kamien z chinskimi i tybatanskimi napisami, a my zrozumielismy jedynie cztery arabskie cyfry, ktore rowniez zawieral i ktore wskazywaly, ze jestesmy na wysokosci 4998 metrow



A to trasa ktora przebylismy jadac na przelecz



Natomiast z drugiej strony nasza droga przez pewien czas wiodla wzdluz brzegow jeziora



Po zjechaniu na jego poziom, czyli na wysokosc ok 4500 metrow npm, zatrzymalismy sie jeszcze przy nim na chwilke



I rozprostowalismy nogi krotkim spacerem nad jego brzegiem



A gdzies w oddali widoczna byla najwyzsza gora w tym rejonie Mt Noijin Kangsang



Wznosila sie ona na wysokosc 7191 metrow i uznana byla jako jedna ze swietych tybetanskich gor



Po dluzszej chwili jazdy nad jeziorem, zaglebilismy sie w koncu w glab ladu, gdzie dojechalismy do malej miejscowosci



Byla to najprawdopodobniej wioska Nangartse, gdzie wiekszosc grup turystycznych zatrzymuje sie na lunch



Zatrzymalismy sie tam i my, a obiad zjedlismy w bardzo tradycyjnie wygladajacej restauracji, od stolicy Tybetu zwanej Lhasa


    Karola Glacier

Po szybkim posilku ruszylismy w dalsza droge, a kolejny postoj mielismy przy schodzacym w dol lodowcu zwanym Karola Glacier



My, jak wskazywaly cyfry, znajdowalismy sie na wysokosci 5020 metrow, a najwyzszy szczyt z ktorego schodzil lodowiec, to widziany juz przez nas z daleka Mt Noijin Kangsang



W miejscu gdzie sie zatrzymalismy znajdowala sie rowniez mala stupa, podkreslajaca jego waznosc



A lokalne  kobiety pracujace zajmowaly sie pozowaniem do zdjec, oczywiscie za odpowiednia oplata



Nad tym swietym miejscem gorowal pokryty lodowcem jeden z mniejszych wierzcholkow gory, ktorej najwyzszy szczyt nie byl jednak stamtad widoczny



A u stop lodowca widac bylo stworzone reka ludzka zagrodki



Posrod ktorych usadowilo sie kilka namiotow, ktore najprawdopodobniej zamieszkiwane byly w czasie letniego sezonu turystycznego



Caly ten teren ozdobiony byl rowniez kolorowymi choragiewkami tak charakterystycznymi dla tego regionu swiata



I jeszcze jedno pozegnalne zdjecie, na ktorym macha do nas reka uprzejmy policjant, a takich postaci i to jeszcze z samochodami znalezlismy na calej trasie bardzo duzo, co prawdopodobnie mialo sluzyc do przestrogi nieostroznym kierowcom



Niestety jednak mimo to, nie wszyscy stosowali sie do przepisow drogowych i co jakis czas na jezdni robilo sie troche ciasno



A z calego tego towarzystwa jedynie osly, mimo swojego dosc niepochlebnego imienia, potrafily zachowac sie jak nalezy i wedrowc brzegiem szosy



Dalsza nasza droga zawiodla nas znowu nad jezioro, wzdluz ktorego brzegow jechalismy spory kawalek



Okazalo sie ze bylo ono sztucznym zbiornikiem wodnym stworzonym przez zbudowanie zapory i ciezko go nawet znalezc na mapie



Z punktu widokowego przy ktorym sie zatrzymalismy, wygladalo jednak nie mniej uroczo niz inne naturalne jeziora, wiec z przyjemnoscia spedzilismy tam kilka minut


    Gyantse

Po wielogodzinnej jezdzie wsrod wspanialej tybetanskiej natury nadszedl wreszcie czas na powrot do cywilizacji, a na naszej drodze znalazlo sie historyczne miasto Gyantse, ktore kiedys bylo waznym centrum handlowym na drodze z Tybetu do Indii



Jego jedna z wiekszych atrakcji jest potezna twierdza zwana Gyantse Dzong,  pochodzaca z 1390 roku i bedaca jedna z najlepiej zachowanych twierdz w Tybecie, ktora jest czescia Palcho Monastery, zwanego rowniez Pelkor Chode Monastery 



W sklad tego wielkiego kompleksu wchodzi rowniez niesamowita budowla zwana Kumbum, ktora jest rodzajem tybetanskiej stupy, a w tym przypadku jest rowniez troj wymiarowa mandala wyobrazajaca buddyjski kosmos



Jest to najslynniejsza i najwieksza taka struktura w Tybecie, a zbudowana ona zostala w 1427 roku przez ksiecia Gyantse i jest wysoka na 32 metry, posiada 9 pieter z ktorych pierwsze 5 jest kwadaratowych a dalsze okragle, zawiera 108 drzwi oraz 76 kaplic



Mozna obejsc jej wszystkie tarasy zagladajac do srodka, gdzie znajduje sie podobno 10 tys postaci Buddy przedstawionych zarowno w postaci figurek jak i malowidel, a najpiekniejsze wejscia znajduja sie na szostym poziomie



Sa one tylko cztery a kazda kapliczka przedstawia inny wizerunek Buddy



Choc znalezlismy tam takze postacie jego uczniow



Z tarasu na szostym pietrze roztaczal sie tez przepiekny widok na okolice



Nad ktora gorowaly potezne mury starego fortu



Dobrze widoczna byla rowniez glowna swiatynia calego kompleksu zwana Tsulaklakang Monastery, zbudowana w latach 1418-1428, ktorej niestety ze wzgledu na pozna pore juz nie zdazylismy zwiedzic



Caly ten wielki kompleks otoczony byl murami, ktore kiedys okrazaly cale miasto i mialy dlugosc 3 km



Gdzies tam na jakims szczycie wypatrzylismy rowniez maly domek caly pokryty wielobarwnymi choragiewkami, wygladajacymi jak pioropusz indianski i to wlasciwie wszystko co zdazylismy zobaczyc



Wkrotce bowiem musielismy ruszac dalej, a droga jak widac nie byla latwo przejezdna, tyle ze zmienialy sie zwierzeta ktore ja blokowaly



W koncu jednak dotarlismy do miejsca naszego noclegu jakim byl bardzo tradycyjnie wygladajacy hotel w Shigatse



Rowniez jego wystroj wewnetrzny wprowadzal nastroj sprzed kilku stuleci


    Shigatse

Oprocz noclegu, naszym glownym celem postoju w Shigstse, bedacym po Lassie drugim co do wielkosci miastem Tybetu, byla wizyta we wspanialym klasztorze Teshilhumpo Monastery



Klasztor ten zbudowany zostal w 1447 roku przez pierwszego Dalajlame, bedacego uczniem slynnego buddyjskiego folozofa Je Tsongkhapa, ktory zalozyl odlam tybetanskiego buddyzmu zwany Gelug



A patrzac przez brame wejsciowa do niego mialo sie wrazenie, ze wchodzi sie nie na teren klasztorny, ale do solidnych rozmiarow miasta



Caly ten wielki kompleks ulokowany byl przy stromym zboczu jednej z gor otaczajacych miasto



A jego kolejne budowle wspinaly sie stopniowo pod gore



Na samym zas szczycie widoczny rowniez byl jakis niewielki budynek, a dwa wierzcholki gory laczyl wiszacy most, ktory do niego prowadzil



Monastyr Tashinhunpo, byl tradycyjna siedziba Panchen Lamow, ktorzy byli drugimi co do waznosci w hierarchii buddyjskiej po Dalajlamach



A tradycja ta zaczela sie gdy na przelomie XVI i XVII wieku zostal on podarowany przez V Dalajlame swojemu nauczycielowi, ktory zostal obrany IV Panchen Lama



Od tego czasu klasztor stopniowo sie rozrastal, a w okresie swojego rozkwitu posiadal 4 szkoly i mieszkalo w nim ponad 4 tys mnichow



Jednym z jego charakterystycznych elementow byly oczywiscie biale stupy i zawieral on rowniez kilka swiatyn



W tej najwazniejszej znajdowal sie posag wielkiego Buddy otoczony zdjeciami najwazniejszych Dalajlamow



A wielki i bardzo kolorowy hol, w ktorym sie znajdowal, wyposazony byl w lawy dla modlacych sie mnichow



Po wejsciu do kilku swiatyn, postanowilismy spedzic reszte czasu na podziwianiu zewnetrznej architektury dziesiatek budowli jakie sie tam znajdowaly




Tak jak we wszystkich tybetanskich swiatyniach dominowal tam bialy i czerwony kolor scian, a te najswietsze budynki pokrywaly zlociste daszki



Wiele budynkow ozdobionych tez bylo tkaninami z wymalowanymi na nich znakami nieskonczonosci Sriwatsa, przedstawionymi w postaci niekonczacego sie wezla



W buddyzmie wezel taki symbolizuje sansare czyli nieustanna wedrowke w kolowrocie narodzin i smierci oraz cykl reinkarnacji, ktoremu od niezmierzonego czasu podlegaja wszystkie zywe istoty, lacznie z istotami boskimi



Po kazdym kolejnym wcieleniu, nastepne jest wybierane w zaleznosci od nagromadzonej karmy czyli przeznaczenia, a w buddyzmie wyzwolenie z sansary nastepuje dzieki kroczeniu szlachetna osmioraka sciezka prowadzaca do nirwany czyli oswiecenia



Co prawda po naszych wielokrotnych pobytach w buddyjskich klasztorach powinnismy byc juz na dobrej drodze, ale nasze oswiecenie musi jeszcze troszke poczekac, bo oprocz modlow i medytacji mamy jeszce pare innych rzeczy do zalatwienia w naszym zyciu



   No a zeby odpoczac od filozoficznych mysli spojrzelismy takze na miasto rozpostarte u stop klasztoru, ktore zasnute jeszcze bylo porannymi mglami



Natomiast na tle blekitnego nieba przepieknie rysowala sie biala sciana zwana Thanka Wall, bedaca nieodlacznym elemenem klasztorow, a ktora sluzyla jako prekursor tablicy reklamowej, jako ze wywieszano na niej specjalne obrazy wymalowane na tkaninie a  zawarte na niej malunki zalezne byly od konkretnej ceremoni religijnej jaka sie akurat odbywala 



Po chwili kontemplowania tych wszystkich wspanialych widokow, wrocilismy na kamienny dziedziniec glownej swiatyni



Ktory otoczony byl kolorowymi kruzgankami



A jego sciany pokryte byly setkami wymalowanych postaci Buddy



Potem zaglebilismy sie w waskie uliczki wsrod starych budynkow mieszkalnych



Od czasu do czasu poszerzajace sie w male dziedzince przy ktorych znajdowaly sie wejscia do domow



Na koniec wydostalismy sie z tych wszystkich zakamarkow i dotarlismy do troche wiekszych budowli



Na ktorych bardzo widoczny byl ten charakterystyczny tybetanski obrys okien, poszerzajacy sie ku dolowi



Nadajacy im orginalny ksztalt, co pewnie bylo z czyms zwiazane, ale do dzis nie zdolalismy tego wyjasnic



Powoli zblizalismy sie do wyjscia zostawiajac za soba swiatynie uwienczone zlotymi daszkami



A biala sciana Thanka Wall wygladala z daleka jeszcze bardziej monumentalnie



Z boku zas za nia, w wielkim zblizeniu wypatrzylismy droge prowadzaca na szczyt wzgorza wyposazona w cale rzedy mlynkow modlitewnych



Patrzac zas jeszcze dalej udalo sie nam dostrzec stara fortece Shigatse Dzong, ktora orginalnie zbudowana byla w latach 1611-1621, a po jej zniszczeniu w 1961 roku po powstaniu tybetanskim, zostala odbudowana w troche mniejszej skali w 2007



No i na koniec jeszcze ostatni rzut oka na ten wspanialy i ogromny monastyr, ktory zupelnie zasluzenie byl chluba Shigatse, historycznego miasta, ktore dla nas bylo tez wrotami do wizualnego podboju najwyzszego szczytu na ziemi, w strone ktorego wlasnie sie kierowalismy

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (29 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=