alek-ewa2
  Tybet - Lhasa
 


Tybet



Po 40 godzinach jazdy pociagiem, pokonaniu 3757 km oraz przekroczeniu najwyzej w Chinach polozonej przeleczy gorskiej Tanggula Pass (5072 m npm), na ktorej zarazem znajduje sie najwyzej na swiecie polozona stacja kolejowa o tej samej nazwie, dotarlismy wreszcie do stolicy Tybetu, Lhasy


    Lhasa

Lhasa jest drugim co do wielkosci miastem na Wyzynie Tybetanskiej po Xining, a lezac na wysokosci powyzej 3600 metrow npm nalezy do najwyzej polozonych miast swiata



Rozlozyla sie ona w dolinie rzeki o tej samej nazwie, nad ktorej brzegami jechalismy wjezdzajac do miasta, i jest otoczona gorami siegajacymi 5500 metrow w gore



Na pieknym i bardzo nowoczesnym dworcu w Lhasie zameldowalismy sie w samo poludnie



Jest on stosunkowo duzy jak na tamtejszy ruch pociagowy, ale podobno kolejnictwo jest tam wlasnie w najwiekszym stadium swojego rozwoju



Oprocz bowien drogi zelaznej wiodacej z Xining, zostala otwarta takze zarowno linia kolejowa do Shigatse, jak i w przeciwna strone do Nying-khri, ktora ma byc przedluzona az do Chengdu lezacego w prowincji Sichuan



  W planach jest rowniez polaczenie z Katmandu w Nepalu, ktorego trasa ma podobno przebiegac tunelem pod Mt Everest



Jednym slowem jezeli sie te wszystkie projekty zrealizuja, to przyda sie ta ogromna przestrzen wokolo dworca, bo i liczba podroznych napewno pokaznie sie zwiekszy



Na dworcu tak jak bylo zapowiedziane, czekali na nas przedstawiciele naszej firmy turystycznej i zostalismy obdarowani bialymi szarfami, pewnie na konto szczesliwego pobytu w Tybecie



Wkrotce potem znalezlismy sie w naszym przepieknym hotelu, gdzie nawet windy ozdobione byly w tybetanskim stylu



Tego popoludnia, czas przeznaczony byl na aklimatyzacje, ale po rozpakowaniu sie i chwili wypoczynku nie bylismy w stanie zbyt dlugo wysiedziec w pokoju, wiec postanowilismy ruszyc na ulice miasta



Zzerala nas ciekawosc jak wyglada to zupelnie nam nieznane miejsce, a juz sam wyglad bramy wjazdowej do naszego hotelu zapowiadal ogromna egzotyke



I nie zawiedlismy sie, bo spacer nawet po jednej z glownych ulic Lhasy okazal sie szalenie atrakcyjny



Najpierw przeszlismy sie w prawo od naszego hotelu, a tam znalezlismy olbrzymi budynek z ogromnymi halami targowymi w srodku, gdzie ktoregos kolejnego dnia zrobilismy male zakupy



Idac zas w przeciwna strone zauwazylismy, ze budynki robia sie coraz wieksze, czyli zblizamy sie do centrum



A wszystkie budowle wzdluz ktorych szlismy charakteryzowaly sie przepiekna tybetanska architektura, gdzie niby proste bloki byly tak wspaniale zdobione, ze nie moglismy od nich oderwac oczu



Rzeczywiscie z takim niesamowitym stylem budownictwa jeszcze sie w swoich podrozach nie spotkalismy


Rownie urzekajaco wygladala jedna z bocznych uliczek w ktora skrecilismy, a uroku dodawala jej jeszcze obecnosc wielobarwnych tuk tukow, ktore jak widac, byly tam najpopularniejszymi pojazdami



Po przejsciu ulicy w calosci, dotarlismy do miejsca, ktore z zachwytu po prostu zaparlo nam dech w piersiach



Znalezlismy sie bowiem na glownym placu starego miasta, ktory zdobily setki doniczek z wielobarwnymi kwiatami



I ktory otoczony byl z trzech stron niskimi, jednopietrowymi budyneczkami wygladajacymi nie mniej malowniczo



Az ciezko bylo zdecydowac w ktora strone patrzec, bo wszedzie widok byl wprost zachwycajacy



Na koncu rynku czolowe miejsce zajmowala wspaniala budowla swoim dostojnym wygladem troche wyrozniajaca sie wsrod innych budynkow



Jak sie pozniej dowiedzielismy byla to zabytkowa buddyjska swiatynia przyciagajaca nie tylko wielu wiernych, ale takze mnostwo turystow



A przepiekne budynki po obu jej stronach prezentowaly sie nie mniej uroczo



I wprost zachwycaly swoja architektura, zdobieniami i calym swoim bajkowym wygladem



Wokol swiatyni, ktora wedlug zwyczaju trzeba bylo kilkakrotnie obejsc dookola, maszerowaly tlumy ludzi



Wiec choc zblizyl sie juz wieczor i my znalezlismy sie wsrod patnikow, a zarowno swiatynia jak i domy wokol niej, dzieki nocnemu oswietleniu przybraly jeszcze piekniejszy wyglad



A caly plac rozswietlony byl nie tylko lampami ulicznymi i swiatlami z otaczjacych go domow, ale takze ich odbiciem w mokrej po malym deszczu plycie rynku



Trudno nam bylo oderwac sie od tego miejsca, ale jednak w koncu rozsadek zwyciezyl i podazylismy z powrotem do hotelu, na odpoczynek, bo kolejne dwa dni przeznaczone mielismy w calosci na zwiedzanie



W planie zobaczyc mielismy kilka glownych atrakcji miasta, w sklad ktorych wchodzil Potala Palace, palace Norbulingka, Jokhang Temle oraz Sera Monastery, z ktorych 3 pierwsze objete zostaly lista swiatowego dziedzictwa UNESCO



Maraton nasz zaczal sie o poranku, a pierwsze miejsce do ktorego nas zaprowadzono byl obiekt zwany Norbulingka, o ktorym tak szczerze mowiac do tej pory wcale nie slyszelismy



Niestety pogoda nam troche nie dopisywala, bo dzien zaskoczyl nas porannymi deszczykami, ale nie zwazajac na niewygode ruszylismy w strone glownej bramy wejsciowej



Wkrotce tez dowiedzielismy sie ze Nornulingka to byla letnia rezydencja Dalajlamow tybetanskich, ktora znajduje sie w najwyzej polozonych, najwiekszych i najlepiej zachowanych antycznych ogrodach stworzonych reka ludzka




Znajdujace sie tam palace budowane byly od polowy XVIII wieku, a najstarszym z nich jest palac zbudowany w 1755 roku i od imienia VII Dalajlamy, ktory zaczal ta cala inwestycje, nazwany jest Kalsang Palace



W pozniejszym czasie zostal on kilkarotnie powiekszany, ale wystroj wnetrz i charakter tego obiektu nie zmienil sie na przestrzeni lat



Kolejnym budynkiem jaki napotkalismy na swojej drodze byl tzw Kalsang Dekyil Palace



Zbudowany on zostal w 1926 roku i uzywany byl glownie przez XIII Dalajlame



A zawiera wiele wspanialych malunkow i rzezb, ktore swoim stylem lacza kulture chinska z tybetanska



Tuz obok znajdowaly sie kolejne budynki, a wszystko ulokowane bylo w pieknym i wprost uslanym kwiatami parku



Podcienia otaczajace dziedzince ozdobione byly malunkami jakichs bardzo waznych religijnych znakow, a takze istotnych dla tybetanskich buddystow sylwetkami zwierzat i roslin



A to jeszcze jedna budowla, jaka napotkalismy na naszej drodze 



Az w koncu dotarlismy do najpiekniejszego obiektu palacowego jakim byl Dadan Mingjur Palace zwany rowniez Nowym Palacem, jako ze wybudowany on zostal dopiero w 1956 roku



Byl on rezydencja XIV Dalajlamy, a zawieral w sobie 30 pokoi i sal, polaczonych ze soba labiryntem korytarzy



Caly wystroj wnetrza byl oczywiscie bajecznie kolorowy i jak widac na scianach i korytarzach nie zostalo zadnego pustego miejsca



Niestety jednak poniewaz nie wszedzie wolno bylo robic zdjecia, wiec udalo sie nam zrobic tylko kilka fotografii wnetrz



Po opuszczeniu palacu udalismy sie w strone wyjscia, przechodzac obok murow swiatyni zwanej Shapden Temple, do ktorej jednak wejscie bylo zamkniete



Przyjrzelismy sie wiec tylko z bliska tradycyjnej oprawie okien, tworzacej ten charakterystyczny i chyba jedyny na swiecie styl



No a potem znalezlismy sie z powrotem przed glowna brama, ktorej tak jak w chinskiej tradycji, pilnowaly dwa kolorowe lwy



Przy okazji wyszlo tez slonce, wiec dzien stal sie od razu bardziej wesoly i sympatyczny



A to jeszcze jakas tradycyjna rzezba jaka znalezlismy w poblizu i wkrotce ruszylismy do nastepnej atrakcji



Byl nia tym razem polozony troche poza centrum Lassy monastyr Sera, ktorego nazwa podobno pochodzila od miejsca jego powstania, ktore otoczone bylo kwitnacymi dzikimi rozami



Sera Monastery jako kompleks zawierajacy wielki hol oraz 3 szkoly (colleges) ufundowany zostal juz w 1419 roku



Niestety w 1959 roku podczas rewolucji tybetanskiej w Lassie zniszczonych zostalo wiele religijnych obiektow i w tym wlasnie Sera Monastery, ktory stracil nie tylko mnostwo cennych zabytkow, ale tez podczas tego powstania zostalo zabitych setki kaplanow



W chwili obecnej, po renowacji z 2011 roku, monastyr znowu funkcjonuje i podobno urzeduje tam ok. 300 mnichow



I tak jak kiedys odbywaja oni debaty na dziedzincu, probujac przekonac kolegow o swojej racji, uzywajac nie tylko odpowiedniego jezyka, ale takze i gestow



Po chwili ogladania tego naprawde fascynujacego widowiska, dotarlismy jeszcze do miejsca, gdzie znajdowala sie stupa i obowiazkowe w tego typu obiektach mlynki modlitewne



Po godzinnym zas pobycie w klasztorze przyszedl czas na powrot do hotelu, a pozostaly czas spedzilismy na wypoczynku i malych zakupach



Kolejny dzien przyniosl ze soba najbardziej oczekiwana przez nas wizyte w Potala Palace, ktory dumnie krolowal nad miastem i byl najwieksza chluba stolicy Tybetu



Palac ten byl zimowa rezydencja nominalnych wladcow Tybetu do 1959 roku kiedy Dalajlama XIV byl zmuszony do ucieczki w wyniku nieudanego powstania



Potala Palace jest najwyzej usytuowanym palacem na swiecie (3700 m npm), a zajmuje on poludniowe zbocza Marpo Ri czyli Czerwonej Skaly i wznosi sie  90 metrow nad poziomem miasta



Ta skladajaca sie z 13 kondygnacji budowla wzniesiona zostala z gliny, kamieni i drewna bez uzycia gwozdzi, a podzielona jest na palac zewnetrzny zwany Potrang Karpo czyli Bialy Palac, majacy swiecki charakter i zawierajacy rowniez prywatne pomieszczenie Dalajlamy, oraz wewnetrzny Palac Czerwony - Potrang Marpo,  ktory byl centrum religijnym Tybetu i zawiera groby 8 z 14 Dalajlamow



Po chwili ogladania z zewnatrz tego cudu swiata tego, ruszylism dzielnie na nasza wspinaczke pod gore



Gdzies kolo polowy drogi zabraklo nam troche tchu, ale nic dziwnego poniewaz to normalne na tej wysokosci, gdzie powietrze zawiera tylko 68% tlenu w porownaniu do jego ilosci na poziomie morza i kazdy wysilek odbija sie na samopoczuciu



Korzystajac jednak z malej przerwy, rzucilismy okiem na zostawione na dole miasto, gdzie wypatrzylismy miedzy pagorkami wjazd do jego centrum zaznaczony bialymi stupami



Natomiast na wprost palacu rozlozyl sie ogromny plac z wielkim pomnikiem zwanym Pomnikiem Pokojowego Wyzwolenia Tybetu upamietniajacym wkroczenie wojsk chinskich do Tybetu w 1950 roku, a odslonietym w 2002 roku



Po naszym krotkim przystanku na odsapniecie i podziwianie widokow, ruszylismy w dalsza droge, a mimo wczesnej pory tlum innych turystow rowniez rwal dzielnie pod gore



Tym razem trzeba bylo wspinac sie po schodach, a przed nami bylo jeszcze pare zakretow



Wkrotce tez znalezlismy sie w miejscu gdzie wyraznie widoczny byl podzial dwoch czesci zamku



No a na koniec naszej zmudnej wedrowki dotarlismy na najwyzszy dziedziniec palacowy



Tam tez zrobilismy sobie wspolne zdjecie z nasza grupa z ktora zwiedzalismy Tybet



Niestety wewnatrz zamku nie mozna bylo robic zdjec, wiec udalo sie nam zdobyc pare sztuk dostepnych na internecie, ktore choc troche unaocznialy przepych z jakim to miejsce zostalo urzadzone



Calosc palacu miesci podobno ponad 1000 komnat, 10 tys kapliczek i 200 tys roznego rodzaju rzezb i przy 130 000 m2 powierzchni jest jednym z najwiekszych palacow swiata



Dzisiejsza konstrukcja pochodzi z XVII wieku kiedy to na rozkaz owczesnego V Dalajlamy, ktory kilka lat wczesniej przejal pelna wladze i sprawowal absolutne rzady, wzniesiono ta ogromna 117 metrowej wysokosci budowle



Od tego czasu, poza niewielka rozbudowa zewnetrznej czesci obiektu dokonana w poczatkach XX wieku przez XIII Dalajlame, palac wlasciwie sie nie zmienil



Do dzis zachwycaja w nim niesamowite malowidla scienne wygladajace jak zywe i obrazujace nie tylko rozne zwyczaje i tradycje tej niezwyklej czesci swiata



Ale rowniez przedstawiaja dziesiatki opowiesci o Dalajlamach i historii tybetanskiego ludu



We wszystkich zakatkach palacu mozna znalezc tez posagi Buddy oraz wiele innych cennych i wielowiekowych dziel sztuki



A trzy najwieksze zamkowe kaplice poswiecone sa roznym wcieleniom Buddy



Czwarta jest kaplica grobowa, gdzie znajduja sie zlote stupy zawierajace groby 8 Dalajlamow w tym widoczna na zdjeciu stupe XIII Dalajlamy, ale najbogatszy jest tam wykonany z 3700 kg zlota sarkofag pierwszego zalozyciela Potali o imieniu Songcen Gampo, ktory w 637 roku zbudowal w tym miejscu pierwszy palac, niestety potem zniszczony



Najwazniejszym jednak i najstarszym miejscem w palacu jest Swieta Kaplica z XVII wiecznym posagiem bodhisattvy wspolczucia zwanego Avalokitezhvara przedstawionego w towarzystwie swoich dwoch uczniow, ktory wedlug legendy zamieszkiwal przez pewien czas w jaskini znajdujacej sie pod kaplica, zwana Dharma Cave, gdzie rowniez krol Songcen Gampo studiowal buddyjskie nauki



Jednym ze wspanialych obiektow zachowanych w kaplicy jest rowniez przepiekna trojwymiarowa mandala o srednicy 6.2 metra i zawierajaca ponad 170 misternie wykonanych postaci



Natomiast na szczycie Czerwonego Palacu znajduje sie grupa siedmiu pozlacanych daszkow zbudowanych z brazu nad stupami Dalajlamow, co stanowi rzeczywiscie bardzo piekny i unikalny widok 



Po wyjsciu z palacu zwrocilismy jeszcze swoja uwage na zewnetrzne mury palacu, a podzial na jego biala i czerwona czesc byl rzeczywiscie bardzo widoczny, a okazuje sie ze dzielil je nie tylko kolor, ale i czas budowy jako ze bialy palac powstal w latach 1645-48, a czerwony kilkadziesiat lat pozniej pomiedzy 1690 a 1694 rokiem



Po przejsciu na druga strone budowli zaskoczeni zostalismy przepieknym widokiem jaki sie stamtad rozlegal



U naszych stop ukazala sie bowiem szeroka dolina zamknieta szczytami gorskimi, a na jej dnie rozlozyly sie dalsze dzielnice miasta



Natomiast tuz pod nami centralne miejsce zajmowal ogromny park z jeziorkiem w jego srodku



Patrzac zas troche w bok, udalo sie nam dojrzec plynaca przez miasto rzeke, ktora prawdopodobnie przez okres milionow lat wyrzezbila ta doline



Droga powrotna na dol wiodla z drugiej strony palacu i zaprowadzila nas pod kolorowa brame wyjsciowa, ktora rowniez byla wejsciem do parku



Niestety nie mielismy czasu na jego zwiedzanie, a szkoda bo juz pierwszy rzut okiem na niektore rzezby znajdujace sie w nim swiadczyly, ze to nie tylko piekne, ale i bardzo ciekawe miejsce



Rowniez szalenie imponujacy byl widok stamtad na Potala Palace, ktory z tej strony wygladal jak warowny zamek usytuowany na szczycie wysokiej skaly i ani sie domyslic jego prawdziwych rozmiarow wynoszacych 400 x 350 metrow



Po krotkiej chwili spacerow po pieknych ogrodach trzeba bylo sie zbierac do odjazdu, bo mielismy jeszcze jedna atrakcje w naszych planach



Najpierw jednak wstapilismy do jednej z tybetanskich restauracji, gdzie tutejsza potrawa zwana momo (czyli nasze pierogi), napelnila nam brzuchy przed ta kolejna porcja zwiedzania



  A zaczelismy go na znanym nam juz glownym placu starej Lhasy, ktory byl chyba najbardziej malowniczym miejscem w calym miescie



Tak jak poprzedniego dnia nie moglismy sie nazachwycac gama barw jaka nas otaczala, zwlaszcza ze akurat trafil sie sloneczny dzien i blekitne niebo dodawalo jeszce wiecej uroku temu miejscu



Ta czesc miasta nazywala sie Barkhor, a obejmowala ona zarowno plac jak i waskie uliczki otaczajace swiatynie zwana Joghan Temple, ktora zajmowala czolowe miejsce na rynku



Swiatynia ta jest najstarsza buddyjska swiatynia w Tybecie wzniesiona ok roku 671 przez znanego juz nam pierwszego wladce okresu imperialnego krola Songcen Gampo, a tym razem zbudowana zostala dla jego nepalskiej zony, choc byla ona tez przeznaczone dla drugiej, chinskiej malzonki



Obiekt ten jest do dzis jednym z najswietszych miejsc tybetanskiego buddyzmu, a na caly gmach skalda sie rozlozysty kompleks swiatyn, kaplic, dziedzincow oraz budynkow mieszkalnych i gospodarczych



Glowna sala swiatyni to czteropietrowy tzw Budda Hall, gdzie znajduje sie postac Buddy, a przed nim rozlozone sa miejsca dla modlacych sie mnichow



Ten centralny budynek posiada maly, wybrukowany dziedziniec



Wokol ktorego ulokowane sa przepieknie ozdobione korytarze prowadzace do dalszych pomieszczen



Gdzie znajdowaly sie rezydencje Dalajlamy i Panczenlamy, oraz siedziba rzadu tybetanskiego Kaszagu



Sciany korytarzy zdobione sa wspanialymi malowidlami przedstawiajacymi sceny buddyjskie



Na dziedzincu znajduje sie rowniez ogromna misa z woda, na ktorej plywaja kwiaty lotosu, a wierni wrzucaja tam ofiarowane pieniadze



  Z tego wewnetrznego dziedzinca prowadzi wyjscie na gore, z ktorego oczywiscie skrzetnie skorzystalismy



Wkrotce tez znalezlismy sie na gornych tarasach tej niesamowitej budowli, skad roztaczal sie wspanialy widok na jej pozlacane dachy



Widoczny rowniez byl jej wewnetrzny dziedziniec



Gdzies zas w oddali na horyzoncie rysowaly sie skaliste szczyty gorskie otaczajace Lhase



A patrzac w druga strone widac bylo dostojny budynek palacu Potala



Ktorego bialo czerwona sylwetka wyraznie odbijala sie od szarych gor i dominowla nad miastem



Bedac na dachach mielismy okazje przyjrzec sie dokladniej ciekawej konstrukcji niektorych scian swiatyni, ktore podobnie jak w palacu Potala, budowane sa ze scisle sprasowanych patyczkow drewnianych klejonych barwiona glina, co przy ich lekkosci daje fantastyczna izolacje termiczna



Znalezlismy tam tez slady normalnego zycia, jako ze w czesci obiektu znajdowaly sie rowniez kwatery mieszkalne mnichow



A w ogole caly ten nasz spacer po dachach byl duzo przyjemniejszy niz dokladne zwiedzanie ciemnych wnetrz swiatyn, ktorych juz tak szczerze mowiac widzielismy chyba zbyt wiele



  Z ochota wiec przewedrowalismy wszystkie zakamarki, do ktorych mozna bylo dotrzec, zwlaszcza ze dzien zrobil sie przepiekny



A widok jakie sie stamtad rozposcieraly i to zarowno na okolice jak swiatynie byly naprawde cudowne



Na koniec jeszcze przez chwile przyjrzelismy sie wprost bajkowemu wykonczeniu sufitow i scian swiatyni



Ktorych zywe kolory az razily w oczy



No a po ponad godzinnej wizycie w swiatyni znalezlismy sie znowu na zewnatrz



Gdzie co prawda nie bylo az tak kolorowo, ale na kazdym kroku widoczny byl tradycyjny tybetanski charakter tego miejsca



I jeszcze jedno spojrzenie na ten jedyny w swoim rodzaju plac i zabralismy sie do powrotu do hotelu



Po drodze zagladnelismy oczywiscie do sklepu z pamiatkami, ktorego piekny wyglad tak samo zreszta jak i calego budynku, byl uczta dla oczu



W innych sklepach znalezlismy na wystawie tybatanskie tradycyjne damskie stroje, ktore ogromnie sie nam spodobaly, ale jednak nie byly zbyt praktyczne, wiec zrezygnowalismy z ich zakupu



Poznym popoludniem dotarlismy zas do jakiegos nowoczesniejszego centrum miasta, gdzie znalezlismy restauracje pulkowniczka Kentucky, ktory serwowal bardziej jadalne dla nas potrawy




A na zewnatrz powoli zaczelo sie sciemniac



Mimo to, a moze wlasnie dlatego, postanowilismy przespacerowac sie pod palac, ktory noca byl pieknie podswietlony i jeszcze wyrazniej odbijal sie od otoczenia



Idac dalej wzdluz glownej aleji, podazalismy w strone wjazdu do miasta



Gdzie na srodku drogi wiodacej miedzy wzgorzami, stala biala stupa, rowniez pieknie podswietlona



A to juz widok z jednego z pagorkow, na ktorym byl punkt widokowy i gdzie znajdowala sie jedna z bocznych stup



Druga, po przeciwnej stronie drogi, widoczna byla lepiej juz z poziomu ulicy



A calosc najladniej prezentowala sie z troche dalszej odleglosci



My zas kierowalismy sie z powrotem wzdluz pieknie oswietlonej aleji



I wkrotce znalezlismy sie na ogromnym placu z wznoszacym sie na nim Pomnikiem Pokojowego Wyzwolenia Tybetu, ktory siegal na 37 metrow w gore i podobno jego ksztalt mial byc symbolicznym szczytem Mt Everestu



A zeby bylo jeszcze bardziej uroczyscie to otaczaly go tanczace fontanny, ktore przy klasycznej muzyce zmienialy swoje kolory i wyglad, a calosc przedstawienia trwala duzo dluzej niz sie tego spodziewalismy



Na te wspaniale harce wodne patrzyl z naprzeciwka duzo bardziej powazny i dostojny Potala Palace



Natomiast z boku widowisko obserwowalo pieciu + 1 wspanialych dostojnikow chinskich, ktorzy rzadzili Tybetem od polowy XX wieku 



Tuz obok placu znajdowal sie pieknie podswietlony ogrod z malym jeziorkiem w srodku



Ktory wygladal tak uroczo, ze az przysiedlismy tam na chwilke



Wkrotce jednak trzeba bylo zbierac sie do powrotu do hotelu, bo nastepnego dnia czekal nas wyjazd pod Mt Everest



Wybralismy nieznana nam trase wzdluz szerokiego deptaka dla pieszych, majac cicha nadzieje, ze sie nie pogubimy



Po drodze natknelismy sie na jakiegos zlotego cielca, ale patrzac na jego fryzure, to musial byc chyba przedstawiciel tutejszych jakow



No a po dalszej chwili okazalo sie ze nosy nas nie zawiodly i znalezlismy sie przy starym rynku, ktory zachwycal swoja uroda o kazdej porze dnia i ktorego obraz byl wspanialym uwienczeniem naszych wedrowek po Lhasie



Stamtad jednak skusilismy sie juz na lokalny transport do hotelu, bo nie dosc ze bylo juz pozno, to nogi wchodzily nam co prawda tam gdzie powinny, ale duzo glebiej

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (91 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=